• Wpisów:589
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:dzisiaj, 12:25
  • Licznik odwiedzin:14 972 / 911 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Pojechałam do marketu sportowego z ambicjami z nadzieją, że uposażę się na trekking. Market z tych takich które uważają się za lepsze niż Decathlon.

Ja: Przepraszam, gdzie znajdę raki?
Pracownik działu turystycznego: Co?
J.: Raki.
P.: ?
J.: (niepewnie) Takie nakładki na buty?
P.: ??
J.: Z kolcami?
P.: ???
J.: Do wspinaczki?
P.: (pusty wzrok)

Nie dostałam tych raków. Zastanawiam się, w czym specjalizował się ten konkretny pracownik, skoro został przypisany do działu turystyka i trekking.
 

 
Nie jestem pewna co zaszło. Poprosiłam sudetomaniaków o pomoc w wyborze trasy i opinie o schroniskach. Dwóch kolesi odezwało się do mnie ma priv. Jeden podzielił się obserwacjami, a drugi podał mi swój numer telefonu.

Cały czas zastanawiam się, czemu miałabym dzwonić do obcego chłopa z pytaniem o jego opinie na temat dwóch schronisk które rozważam na nocleg.
  • awatar Mothylarnia: Moge to przebić. Kawiarnia zamieszcza u siebie na fejsie info, ze sprzedają Kopi Luwak. Ludzi w komentarzach sie burzą, że jak to tak, kawa z dręczonych zwierząt. Kawiarnia glupio sie tlumaczy, ze czesc zalogi jest wege, część wegan, kochaja zwierzeta, nikt tak jak oni nie zdaje sobie sprawy ze smutku i wyzysku bezbronnych w kawowym biznesie, a kawe dostali w prezencie, wiec częstują za opłatą. Ktoś zauważa, że to nie ma nic wspolnego z byciem wege i takiej hipokryzji nie da sie aprobować. Tu odzywa sie znow wlasciciel i stwierdza, ze jakby jeszcze ktoś miał jakis problem, to mozna to rozwiazać telefonicznie. Niektorych pisanie męczy ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Mam pewne podejrzenia, że tu gdzie mieszkam jest mało pracujących kobiet, bo wielu mechaników jest głęboko zdunionych, że babie gdzieś się spieszy i skoro mogę podjechać o jakiejś godzinie typu 10.00, 12.00 lub 14.00, no to muszę być kurą domową i czas dzielę między sprzątanie, gotowanie i załatwianie pierdółek. Ogółem chce mi się płakać od stosunku mechaników do kobiet, bo uznaję wizytę za udaną, jak nie słyszę jakiegoś czerstwego żartu o babach we francuskich autach albo ktokolwiek pozwala mi zajrzeć pod maskę.

Kiedyś usłyszałam bardzo słaby tekst, że to skandal, żebym ja, eteryczna kobieta, muza poetów, kruszynka delikatna, musiała się przejmować rozrządem albo wymianą świec. Mniemam, że to był komplement, ale jaki obleśny.
  • awatar sensxva: @gość: Nie pojmujesz co to jest feminizm i żyjesz stereotypami.
  • awatar Gość: @Stickfigure: Tobie to tłumaczyć jak krowie na granicy. Oj kobiety, kobiety... hahahahahahaha
  • awatar Gość: @pushthebutton: doucz się, to po pierwsze. Po drugie używam skrótów myślowych, nie będę przecież pisać laborek. Nie nadążasz, trudno. I ponownie, "standard" w Twojej logice (czyli jej braku) jak nie masz riposty lub jesteś bezradna to leci kolejny "standard" ubliżyć, wyśmiać byle nie odnieść się do meritum.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (39) ›
 

 
Przeczytałam "Małe Życie" w dwa dni, ale pod koniec byłam już mocno zmęczona fabułą i wszechobecnym tragizmem. Ta książka rzuciła mi się w oczy już kilka miesięcy temu, bo to ponad 800-stronicowy kolos, który pozbierał kilka liczących się nagród i przeważnie dobre recenzje.

Mnie się nie podobało. 4/10. Po prostu nie da się napisać książki o wszystkim, a autorka próbowała do tego molocha wcisnąć każdy nośny i przygnębiający temat jaki przyszedł jej do głowy.
  • awatar blackberryswirl: @Szkotka: Chociażby żeby mieć opinię. Szybko czytam, to były dwa popołudnia, szczególnie że język powieści naprawdę nie jest wymagający. Poza tym to mimo wszystko jedna z ważniejszych powieści roku 2015, a jeśli chcę mieć dość dobre zdanie na temat własnego oczytania, to po prostu wypada pewne rzeczy wiedzieć. No i był to prezent, o który wierciłam dziurę w brzuchu prezentodawcy.
  • awatar Szkotka: Nie wiem po co tracić czas skoro tak bardzo się nie podoba..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
https://boruckajust.wordpress.com/2017/12/09/lepiej-miec-malo-niz-g-o-czyli-o-nierownosci/

"Nie domagam się równości, nie oczekuję od rządu, że bogatym zabierze, a biednych i średniaków, czyli mnie, uposaży. Bo nierówności są naturalnym przejawem zdrowej różnorodności. A nie każdy bogaty jest dupkiem, jak koleżanka z liceum – innego dnia spotykam drugą znajomą, tym razem z podstawówki, umawiamy się na kawę, przyjeżdża po mnie do pracy równie nowiuśkim, tym razem audi. Siadamy w barze, pijemy latte, koleżanka pokazuje zdjęcia swoich dzieci z wakacji w Saint Tropez albo Toskanii, uwierzysz, byliśmy w tym samym hotelu co Mucha, ta aktorka! Ja tymczasem głębiej do torebki wciskam zdjęcia z wakacji, bo też przyniosłam, z kempingu w Siewierzu albo domu wczasowego Relaks w Wiśle, żeby przypadkiem nie wypadły, bo chciałam jej pokazać, ale teraz trochę mi jednak głupio. Koleżanka zawozi mnie do domu, wspominam po drodze, że myślę o zakupie samochodu, na co ona ożywia się i entuzjastycznie proponuje: – Wiesz, ja ostatnio sobie przywiozłam z Niemiec to audi, przywiozę ci takie jak chcesz, naprawdę po okazyjnej cenie, nie więcej niż 80 tysięcy! Natychmiast zauważa jednak moją nietęgą minę i szybko dodaje: – Ale jak chcesz, to jakiś tańszy też ci pomogę znaleźć, taki za 10-15 tysięcy, może być?"
 

 
Co kilka nocy śnią mi się Karkonosze. Zaczynam poważnie rozważać jakiś trekking na początku roku. Wczoraj zapytałam na grupie sudeckiej, które szlaki są zamknięte, żeby nie być TYM turystą, a dzisiaj trafiłam na historyjkę o kolesiu, który utknął w Kotle Łomniczki i dzwonił po GOPR. Kocioł jest zamykany na zimę, nie wiem co trzeba mieć w głowie, żeby decydować się na nielegalną wspinaczkę. Przypomniałam sobie, jak w SIERPNIU schodząc tym szlakiem poślizgnęłam się na kamieniu i mogłam sobie skręcić kark, chociaż nie jestem niedzielnym góromaniakiem.

Jedno z karkonoskich schronisk ma za niewiele wyższą od standardowej cenie apartament z łazienką. Na beskidzkich grupach często odbywa się lincz jakiegoś schroniska, że zamiast zatrzymać się we wczesnych latach 80-tych i odpuścić sobie łechtanie fanaberii typu "pokój z łazienką" albo "zimne piwo", pozostawiając tylko noclegi za 20 złotych, najlepiej na glebie, bawi się w dogadzanie miastowym. Na fanpage'u tego schroniska od apartamentu wyrzut, że pani w bufecie nie zrozumiała, że wchodząc w góry z dziećmi można być wieczorem zmęczonym i wypadałoby lepiej przyprawić zupę, czego w sumie nie rozumiem, w sensie że nie łapię ciągu przyczynowo-skutkowego. Kompletnie inne oczekiwania.
Co nie zmienia faktu, że jedzenie w karkonoskich schroniskach BYŁO słabe i Beskidy zdecydowanie wygrywają w tej rundzie.

Za dwa tygodnie o tej porze będę na szlaku.
 

 
Nie potrafię zinterpretować reakcji ludzi na moje słowa, że nie obchodzimy Świąt w tradycyjnym tego słowa znaczeniu i na przykład w tym roku zamierzam w tym czasie przejść kawałek GSB i spać w schroniskach. Przeważnie najpierw widzę lekki szok, a potem zaczyna się ostrożne obracanie tematu w rękach, zakończone jakimś dyplomatycznym westchnieniem, że w sumie fajnie, ale kogoś by teściowa zabiła za takie fanaberie albo że tego typu rzeczy wymagają odwagi.

Pamiętam jaka byłam roztrzęsiona, jak pierwszy raz zdecydowałam się gdzieś pojechać w katolickie święta, za co oczywiście zostałam symbolicznie ukarana. Ale też sama zaliczyłam zdziwko, kiedy zadzwoniłam zarezerwować nocleg w schronisku i schronisko było ciężko zdziwione, że ja jestem ciężko zdziwiona, że w Wielkanoc normalnie obsługują turystów, kuchnia działa, a w ogóle to pękają w szwach w tych okresach.
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Ja uwielbiam święta i nie wyobrażam sobie żebym mogła być "gdzieś indziej" ... Ale każdy ma prawo spędzać święta jak chcę :) moja koleżanka np w tamtym roku w święta pojechała z chłopakiem w trasę ba rowerach - kocha rower ;p Także nich każdy robi swoje a nie poucza innych :)
  • awatar rzycie: Wyjazdy to jeszcze! Ale jak tu wytłumaczyć ludziom, że nie obchodzimy z chłopakiem świąt, że wolimy sobie oglądać seriale w łóżku zamiast pójść do kościoła i udawać że interesują nas te ceremonie, albo spotkać się z rodziną wystrojeni i w tak wyjątkowy i doniosły czas rozmawiać o pracy, studiach, sąsiadach, pozostałej rodzinie, o tym co kogo boli... Garbiąc się przy stole lub przed telewizorem i żrąc hahah nienawidzę "świąt"
  • awatar pushthebutton: @blackberryswirl: mi chodzi o rodzinę poza moim mężem i dziećmi :) rodzinne w sensie z nimi, z tymi, których nie mam na co dzień
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Podjęłam "dramatyczną decyzję" o opuszczeniu grupy dla właścicieli prywatnych placówek edukacyjnych, z czym wiązałam moją przyszłość. Jeśli czegoś się tam nauczyłam, to tego, że nigdy nie pójdę do szkoły językowej, bo skutecznie obrzydziły mi ten pomysł utyskiwania na lektorów, którym się marzy więcej niż 25 złotych za godzinę (stawka haniebna na za pracę z grupą) albo którzy by chcieli płatny urlop albo w ogóle by chcieli jakikolwiek urlop, a przecież leasing na właścicielowego Mercedesa się sam nie spłaci. Daleko mi do socjalizmu, wierzę w wolny rynek, brak benefitów oraz ciężką pracę jako narzędzie budowania sukcesu, ale teraz już zawsze będę miała przed oczyma te dramatyczne historie, że lektor się rozchorował, a tutaj cztery grupy tego dnia i teraz pani właścicielka będzie stratna, bo jakaś lektorzyna złośliwie nie owinęła się dostatecznie szczelnie szalikiem albo zwyczajnie kłamie i leci sobie w tym czasie na Majorkę.

Ale to jedna strona.

Łatwo mi współczuć lektorom, bo jestem lektorką. Równie mocno zabolały mnie rozmowy o okresach wypowiedzenia. Ktoś się rozmyślił, bo nie podobały mu się zajęcia ze słaboopłacanym, małoentuzjastycznym lektorem? Niech płaci półroczne wypowiedzenie. Ktoś złamał nogę i nie dotrze na zajęcia przez jakiś czas? TRUDNO. Ktoś chce odwołać albo przesunąć zajęcia z powodu urodzin członka rodziny? Ma przyjść i przesiedzieć tę godzinę albo zajęcia przepadną. MBA nie kończyłam, więc w sumie się nie znam, ale nie pasowało mi podejście, w którym w szkole w każdej klasie musi wisieć tablica multimedialna, wszystko na starcie jest wystylizowane i można sobie zrobić kawę z drogiego ekspresu, ale poza tym nie ma żadnego budowania lojalności i sympatii, które bardzo pomagają w przełamywaniu wstydu i bariery językowej. Kiedyś napisałam, że niektóre zajęcia na prośbę moich uczniów odbywają się u mnie w mieszkaniu. Bo ktoś ma bliżej z pracy, chce się przejść, w domu albo w firmie nie może się skupić... powody są różne. Właściciele szkół byli ciężko zdziwieni, że mój szef się na to zgadza, bo przecież mogę mu UKRAŚĆ UCZNIA. Oni nawet nie założyli takiej możliwości, że można być lojalnym pracownikiem, który nie próbuje zarobić dwajścia złoty pod stołem i zaryzykować utratę benefitów wypływających z pracy pod większym podmiotem. Ale to pewno dlatego, że praca u nich nie wiąże się z żadnymi benefitami, a już prędzej pokombinowaną umową o dzieło.

Ktoś się dziwił, że kursanci nie traktują ich (w sensie właścicieli) jak ludzi, a ja cały czas miałam wrażenie, że to właśnie sami zainteresowani nie patrzą na klienta jak na człowieka.
  • awatar Persephone: @blackberryswirl: My to właśnie tak obchodziliśmy, że ja chorowalam w spokoju, a potem odrabiałam zajęcia. Moje grupy miały 4-5 dzieci i kiedy odchodziłam w 2009, to już wtedy dostawałam duuuuużo więcej niż 20 zł.
  • awatar blackberryswirl: @Mothylarnia: Żeby się bardziej nie pochorowac. Kasa przepada, ale przynajmniej nie trzeba cierpieć. Nigdy z tego nie korzystałam, bo mało choruję, ale to ma sens.
  • awatar Mothylarnia: @blackberryswirl: ale co komu po L4, jeśli ma się zlecenie? Przecież i tak nikt nie zapłaci im za chorobowe.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Wczoraj byłam z referafem na konferencji. Ludzie robią naprawdę niesamowite rzeczy w ramach swoich badań.

Na kolacji siedziałam obok dziewczyny, która dopiero kończy magisterskie, a już celuje wysoko jeśli chodzi o karierę naukową.

Ostatecznie chyba nikt nie spał w Sheratonie, więc z finansowaniem nauki jednak po staremu.

Edit: Chociaż koniec końców Sheraton nie stanowi celu szczegółowego badań.
 

 
Dyskusja pod regulaminem kociej kawiarni trwa. Ktoś się śmieje, że sprytni właściciele pójdą teraz z torbami, bo NORMALNI DOROŚLI LUDZIE nie chodzą bez dzieci do kawiarni.

A w ogóle to na pewno była robiona jakaś ankieta wśród bezdzietnych, i to muszą być pomysły tych zwyrodnialców. Serio, ktoś wytoczył takie działo.
  • awatar Stickfigure: @gość: No fantastycznie mnie wychowali, a teraz proszę, zaszyj się gdzieś i zdechnij, zabierając swoje poglądy na temat wychowywania dzieci pięścią do grobu.
  • awatar Judyta Zagubiona: @Pani-Bożenek: W miejscu gdzie pracowałam kiedyś, przychodziły matki z dziećmi (biuro) nie było z nimi problemu, dzieci nieraz pytały czym się zajmuję etc zazwyczaj jak wizyta matki była dłuższa dawałam kredki i kartki bądź wydrukowane z netu kolorowanki by zając dzieci. I fakt przybijanie pieczątek to najfajniejsza zabawa dla dzieci. Tak jak już pisałam, denerwują mnie rozwydrzone i źle wychowane dzieci, tyle.
  • awatar Gość: @Stickfigure: czego? Rzeczywiście za dużo sobie pozwalasz, ale co się dziwić jak cie tak wychowali... chamstwo i prostactwo. Czyli brakło jednak tego"zdrowego rozsądku" naturalnie. Och jakimże jestes doskonałym tego przykładem. Współczuję.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (29) ›
 

 
Krakowska kawiarnia ogłosiła zakaz wejścia dla dzieci poniżej 14 roku życia i tylko na podstawie posiadanej legitymacji. W komentarzach jakaś stereotypowa MaDka uprzejmie donosi, że ona tam przychodziła tylko po to, żeby dzieci się pobawiły z kotkami (taa, chyba kotkami) i w ten sposób stracili klienta.

Aha. Przychodź z dzieckiem na coś w rodzaju placu zabaw w cenie kawy i bądź zdziwiona, że nie jesteś na placu zabaw.
  • awatar blackberryswirl: Kocie kawiarnie pelnia funkcje posrednikow adopcyjnych. Koty sa w nich dobierane pod katem charakteru i wyadoptowywane.
  • awatar Arvene: @Mothylarnia: seriooo? no to już przegięcie ;/ kurde cyrk jakiś czy kawiarnia
  • awatar Pussh: @Mothylarnia: zgadzam się, w ogóle co to, zoo jest czy kawiarnia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Popełniłam ogromny strategiczny błąd i w niedzielne popołudnie podjechałam pod jedno z tych starych centrów handlowych, które składają się z monstrualnej hali Auchana czy innego megahipermarketu, a pozostałą czwartą część powierzchni zajmują sklepiki z mydłem i powidłem, w tym obowiązkowe, pełne ludzi CCC, może jakiś chiński sklep pod logiem udającym, że ma coś wspólnego z modą albo chciaż ładnymi ubraniami i kilka świecących pustkami butików Wojasa, Ryłko czy innego Apartu.

Tak naprawdę chciałam zobaczyć plecaki turystyczne w Decathlonie, ale szybko doszłam do wniosku, że mój wytyrany plecak przywieziony z RFN albo Czechosłowacji jest jednak w doskonałej formie i nie muszę się kisić w tym molochu.
 

 
Odzyskałam samochód, kupiłan też AC i Assistance ze wszystkimi dodatkami. Czuję się doroślejsza niż tydzień temu.
  • awatar blackberryswirl: @gość: Nie jest to na mojej liście priorytetów na razie. Zdecydowanie wolę, żeby ktoś mnie odholował i dał auto zastępcze kiedy będę miała awarię, niż inwestować w umiejętności, których jako niedzielny kierowca nie będę wykorzystywać. Strona SJS jest ogółem mało przyjazna i nigdzie nie znalazłam informacji, jakie uprawnienia mają instruktorzy. Wygląda to trochę jak firma robiąca imprezy integracyjne dla firm albo szkoląca ludzi z umiejętności, które powinni mieć w momencie odbierania prawa jazdy.
  • awatar blackberryswirl: @SonarCity For Now: Proszę, zachowaj swój spam dla swojej grupy rówieśniczej, czyli 12-13 latek, które jarają wzajemne odwiedzinki na blogach.
  • awatar Gość: wszystko to ważne ale drugorzędne, wykup kurs jazdy np. w sjs. Lepiej na tym wyjdziesz.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
W temacie jakichś nowych zmian naliczania podatków, niedawno pomyślałam i nawet zrobiłam z tego konwersacje na zajęciach z Business English, że mnie już nawet nie bolą te podatki, 500+ i ogólne przyzwolenie na pasożytnictwo. Boli mnie coś innego.

Pomyślałam o tych wszystkich ludziach, którzy zamienili jakąś śmieciową pensję na 500+, w związku z czym nie lecą im składki emerytalne. Załóżmy, że wynajmują, w związku z czym z prognozowanej emerytury raczej zabraknie im na koszty najmu w przyszłości. Nie wydaje mi się, żebyśmy mieli jakieś lokale socjalne do rozdysponowania, a jeśli dzieci takich państwa nie będą skłonni wziąć utrzymania rodziców na siebie (ostatecznie czemu mieliby), to boję się, że ktoś w końcu wpadnie na pomysł, żeby odebrać prawo do posiadania na własność więcej niż jednego lokalu mieszkalnego. Bo czemu jakaś świnia która ma trzy mieszkania i domek za miastem ma na nich zarabiać, jak ktoś inny nie ma żadnego i nie stać go na najem.

Taka refleksja na koniec tygodnia.
  • awatar blackberryswirl: @Stickfigure: Ja absolutnie nie dissuję Twoich poglądów. Każdy ma swój punkt widzenia, oczywiście. Ale z mojej perspektywy, prędzej zabiłabym mieszkanie dechami, niż wynajęła je samotnej matce, w sumie jakiejkolwiek samotnej kobiecie (bo może potencjalnie zajść w ciążę) lub rodzicom z dziećmi. Opcja najmu okazjonalnego daje możliwość wykopania zalegających z płatnościami lokatorów na bruk w każdej chwili i nie miałabym żadnych oporów, żeby wystawić rzeczy dłużników na śnieg. Dużo rzeczy by mnie ruszyło, ale sam fakt posiadania dzieci do nich nie należy. Nie jestem statystyką, więc nie można na mojej podstawie osądzić ile osób ma to samo myślenie, ale nie przemawia do mnie przymusowe pochylanie się nad potrzebującymi z użyciem środków z mojej kieszeni.
  • awatar Stickfigure: @blackberryswirl: Spoko, wywalmy w takim razie na bruk. Mamy w końcu całkiem sprawne systemowe rozwiązania jeśli chodzi o pomoc w wychodzeniu z bezdomno... ohwait. Nie ma idealnych rozwiązań takich sytuacji, ale fajnie by było przy okazji nie łamać praw człowieka. Nie jesteśmy też na etapie ekonomicznym który pozwalałby na rozpieprzanie grubych milionów na poprawę humoru kleru i sytuacji finansowej bliskich krewnych członków wiadomej partii, a jednak 500+ bardziej w oczy kole. Tobie nie pasuje idea stojąca za 500+, dla mnie jest to program do gruntownej poprawy skoro i tak nikomu się nie pali do stworzenia rozwiązań długofalowych. Let's just agree to disagree.
  • awatar blackberryswirl: @Stickfigure: Ale mieszkanie socjalne przeciez caly czas nie jest fundowane z powietrza, tylko z naszych pieniedzy. Czemu na ten konkretny cel, utwierdzajacy ludzi w przekonaniu, ze nic nie musza i nie sa zobligowani do czegokolwiek. Nie jestesmy ekonomicznie na etapie, na ktorym mozemy utrzymywac osoby ktorym sie nie chce. Ja rozumiem, ze biorca benefitow mogl miec przekichane dwa pokolenia temu i to nie jest jego wina, ale caly czas nie podoba mi sie wizja przymusowego fundowania jego dziecku kolonii.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (20) ›
 

 
Szczurek ma guza mózgu. Moje ukochanie. Na dedykowanej grupie rozmawiam o dawkowaniu leków i ktoś mocno przeżywa że za cenę jednej tabletki ludzie w tym kraju żywią całą rodzinę (co wydaje mi się grubą przesadą) i jak mi nie wstyd wydawać TYLE PIENIĘDZY na zwierzaka.

Weterynarz proponuje zastrzyki sterydowe. Kilka razy dziennie zawijam ją w szczurze burrito i próbuję nakarmić łyżeczką. Dławię w sobie wszystkie złośliwe komentarze, kiedy ktoś robi wielkie oczy, że szczury się w ogóle leczy.

W jej oczach jest tyle miłości, że coraz bardziej boję się dnia, w którym zobaczę w nich ból. Jedno jest pewne - dużo lepiej nie będzie, możemy tylko spowolnić proces.
  • awatar aeran: Życzę wam jak najwięcej tej miłości aż do samego końca. Chociaż dobrze, że jest pod najlepszą opieką. A, no i szczęście, że w internecie jest tyle serdecznch ludzi, którzy aż nie mogą się powstrzymać przed dzieleniem się swoją mondrościom :')
  • awatar Arvene: nie wiedziałam, że u takich małych stworzeń są częste takie choróbska ;/ nie przejmuj się gadkami, u mnie w rodzinie przeżywali, że kotkę sterylizowałam.. po co na co lepiej rozmnażać bezmyślnie ech trzymam kciuki za zdrowie szczurka!
  • awatar Pussh: @blackberryswirl: dobra postawa :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Zrobiło mi się słabo z głodu i zmęczenia i spadłam ze schodów znosząc dwudziestokilowy rower do piwnicy. Otrzepałam się, pozbierałam i z godnością zniosłam go na sam dół. W plecaku miałam pięć kilo żwirku dla gryzoni. W pracy spędziłam dwanaście godzin.

Kiedyś ktoś powiedział, że prowadzę się jak kobieta sukcesu. Szkoda nie widział, jak lecę z tym rowerem i zatrzymuję się trochę na ścianie, a trochę na kolanach. Jestem ciekawa w jakich śmiesznych miejscach zrobią mi się siniaki.
  • awatar tiruriru: Ojoj, mam nadzieję, że mocno się nie poturbowałaś. Druga część wpisu mnie rozbroiła :D Człowiek sukcesu powinien mieć opanowaną sztukę przetrwania. Ja siniaki po moich zderzeniach z rzeczywistością usuwam przy współpracy z maścią z nagietka ;)
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Dobrze że będą tylko siniaki ;o
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wczoraj wieczorem napisała do mnie koleżanka XYZ, o której za chwilę. Akurat leżałam na kanapie i próbowałam odzyskać czucie w stopach (nadal nie mamy samochodu), a Najmilejszy był pół metra od komputera, więc poprosiłam żeby sprawdził kto pisze i odczytał mi wiadomość na głos. Pisała koleżanka XYZ z prośbą o pieniądze. Niby nie dej, ale w sumie mocne niezręczne pożycz.

Chciałam zostawić tę wiadomość w niebycie na wieczne nieodklikanie, żeby nigdy nie zobaczyła że ją w ogóle wyświetliłam i żebym mogła udawać że ją przeoczyłam, ale po kilku godzinach postanowiłam odpisać, że nie mogę jej pomóc, bo nie mam czym. Co jest półprawdą, bo znalazłabym tę kwotę, ale z drugiej strony nie miałabym gwarancji że ją odzyskam, z koleżanką XYZ rozmawiałam ostatni raz dwa lata temu i w sumie to nie byłyśmy koleżankami, a poza tym jestem mocno pod kreską bo ciągle czekamy na wycenę remontu silnika (i tutaj dygresja - w związku z czym postanowiłam jednak ponownie kupić sobie AC, bo brak auta zastępczego mnie dobija i kosztuje utracone korzyści, a AC nie rozdzają za darmo, szczególnie gdy jeden z kierowców ma mniej niż 26 lat).

Koleżanka XYZ nie odniosła się jakoś szczególnie do mojej odmowy, napisała tylko że jakoś sobie poradzi i żebym nie czuła nie zobowiązana, co wyszło trochę niezręcznie, bo w żadnym razie nie czułabym się zobowiązana do pożyczania lub dawania komukolwiek pieniędzy, szczególnie że...

...XYZ poznałam w organizacji pozarządowej. Mam bardzo dużo do powiedzenia o organizacjach pozarządowych, bo należałam do AIESEC, potem do projektów Stowarzyszenia Wiosna, i moje ogólne odczucie jest takie, że każdy chce sobie pozarządzać w takiej OPP i powyobrażać sobie że jest menago średniego szczebla (co potem w podobny sposób ujmuje w swoim CV), podczas gdy równolegle nie dokłada się rodzicom do czynszu i pożycza od starych auto i hajs na warunki na uczelni. Masa moich znajomych z organizacji pozarządowych dodała mnie później do znajomych na Linkedin albo FB i ich funkcja pełniona w ramach wolontariatu w OPP nigdy nie przełożyła się na szczególny awans w strukturach ich miejsca pracy, co bardzo dużo mówi o korzyściach płynących z angażowania się w takie projekty. Wszystkie osoby które kiedykolwiek poznałam w OPP i które naprawdę odniosły sukces w swoim życiu zawodowym NAJPIERW uporządkowały swoje sprawy związane z karierą i zarabianiem pieniędzy, a potem poświęciły czas na wolontariat. Koleżanka XYZ była dla mnie dość trudna we współpracy, bo samej mając bardzo dużo wolnego czasu, dzwoniła do mnie w sprawach związanych z wolontariatem w porach kiedy byłam w pracy i marnowała mój wolny czas wieczorem, dowiedziałam się też o skargo-donosie do naszej wspólnej przełożonej, że nie reaguję na maile w ciągu godziny od wysłania i to nie jest "profesjonalne". Pamiętam też, że kiedy widziałam ją ostatni raz, zaszczyciła mnie jednym suchym "cześć", bo była zajęta oddelegowanymi jej zajęciami, w związku z czym była bardziej profesjonalna i zaangażowana niż ja.

A teraz najwyraźniej wyglądam na taką, co przychodzi do domu, przebiera się do kostiumu kąpielowego i wskakuje do basenu z pieniędzmi. Mimo wszystko czuję się trochę podle, bo nie wiem czy naprawdę nie jest u niej bardzo źle, w sensie gorzej niż u mnie, a to z kolei uruchamia całą machinę refleksji o tym, że trzeba najpierw dbać o swoje interesy, a potem być społecznikiem, co z kolei nie jest na miejscu, bo to nie mój biznes, chociaż teraz jakby trochę jest, bo mogłabym zrobić ten głupi przelew i mieć czyste (?) sumienie.
  • awatar Mothylarnia: Ja *trochę* nie zgadzam się z tym, że zawsze najpierw trzeba uporządkować sprawy karierowe nim podejdziesz do wolontariatu. Ogółem jest to dość dobry plan, ale znam ludzi, którzy musieli sobie zorganizować i podzielić czas (za sprawą wolo), by móc faktycznie się ogarnąć w taki czy inny sposób. Niemniej jakkolwiek (lol, co za złożenie wyrazów) działałam i działam w wolontariacie o zabarwieniu raczej edukacyjnym niż politycznym (czego staramy się pilnowa), to u mnie jest wieczysty problem z ludźmi, którzy najchętniej pierdzieliby w stołek prawiąc o idei i słuszności tego, co "robimy", a de facto traktujący wolo jako fasadę i plecy przyszłej kariery politycznej. Brzydzi mnie ten typ niezmiernie, bo polityka to właśnie to miejsce, do którego pcha się kupa ludzi bez kręgosłupa, wiedzy czy realnych umiejętności. Przeżyłam takich już kilku w swoich kręgach kończy się żebrolajkami o polubienie fp XY z podtytułem "polityk". Po co w ogóle chodzić do robo, jeśli w domu masz basen hajsu? :P
  • awatar What's up Megg: Nie miej wyrzutów, dobrze zrobiłaś. Dookoła jest pełno pseudo "znajomych", którzy widzą nas tylko wtedy, gdy czegoś potrzebują... A gdy to dostaną (lub nie) to i tak dalej będą Cię mieć w doopie (wybacz wyrażenie).
  • awatar Persephone: Dobrze zrobiłaś. A sumienie miej czyste.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Nie wiem jak inni ludzie korzystają z książek kucharskich i blogów kulinarnych, ale kiedy rzuca mi się w oczy ciekawy przepis lub interesujące zdjęcie gotowego dnia, skanuję na szybko listę składników, jeszcze szybciej przelatuję wzrokiem po tekście, a potem robię jakąś wariację na ten temat zmieniając najpewniej wszystko. Przeważnie wychodzi smacznie.
 

 
To, że zrezygnowałam z AC z opcją auta zastępczego (bo nigdy nie było mi potrzebne, więc czemu nagle miałoby być) było bardzo dużym błędem.

Wróciłam do ubezpieczalni z podkulonym ogonem.
 

 
Wymiana maili z redaktorami portalu X, chodzi o publikację tekstu. Najpierw rozmawiałam z naczelnym, potem moja sprawa została oddelegowana do redaktora konkretnego działu. W historii konwersacji nie zostały skasowane maile wymienione między panami i tak właśnie się dowiedziałam, że redaktor naczelny (w kontakcie ze mną bardzo bułkę-przez-bibułkę), sprawę oddał z komentarzem "weź zobacz czy to w ogóle coś warte".

Odesłałam z printscreenem tego fragmentu zaznaczonym na żółto i komentarzem, że doceniam, że jednak było coś warte.
  • awatar muu.: Jak pracowałam przy mailach, to miałam takie rzeczy w kółko. W bezpośrednim kontakcie leciały teksty w stylu "och moja droga, dziękujemy za twoją pomoc", a później w CC "ej wtf, co to za spamerka". Piękne czasy :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Pasjami oglądam Annę Gidyńską i, niestety, czytam też komentarze. Kobieta recenzuje samochody, czasami takie za pół miliona i więcej, a dostaje czarujące komentki żeby zajęła się kosmetykami albo robotami kuchennymi, zna się na autach jak osioł na fizyce jądrowej (recenzuje głównie drobiazgi funkcjonalne) albo po prostu pierdoli jak potłuczona.
Na szczeście ma to gdzieś.

Gidyńska prowadzi też fanpage poświęcony kupowaniu podróbek i za to pośrednio też dostaje komentarze nienawiści, że "obnosi się" z kupowaniem oryginałów na które innych nie stać, a w ogóle normalnego człowieka nie stać na zakupy w Sephorze czy innym North Face. Czy tylko ja uważam, że ona wygląda bardzo "normalnie" i nie czuję blogerskiego dysonansu poznawczego, że wszystko takie odpicowane i odrealnione?
  • awatar muu.: Rzecz dla mnie kompletnie niezrozumiała, jak oglądam takie informatywne filmiki to jakoś nigdy "nie widzę" płci osoby mówiącej. Interesuje mnie tylko to, co ma do przekazania. No, ale to ja. Btw goście dramatyzujący że pani powiedziała "powiadamiana", a nie "powiadamiany". Nocośtakiego.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wspominałam, że ostatnie dwa miesiące są dość pechowe. Nawet całkiem bardzo.

Ale słuchajcie tego. Mieliśmy pójść odebrać mój rower po liftingu. Ponieważ auto jest na diagnostyce, brak sprawnego roweru i robienie kilkunastu kilometrów dziennie na nogach doprowadziły do tego, że się przeziębiłam, co samo w sobie już nie jest najszczęśliwszym zrządzeniem losu w tym momencie. Scena jak z kabaretu, po prostu zatrzymajcie tę karuzelę śmiechu.

Otwieram drzwi warsztatu, przechodzę przez próg, mówię "dzień dobry" i w tym momencie Pan Z Warsztatu na sekundę puszcza mój rower, który z hukiem przewraca się na rower stojący obok i ŁAMIE MU SIĘ MANETKA. Następuje niezręczna cisza. Cała sytuacja rozgrywa się w mniej niż trzy sekundy. Rower będzie do odbioru jednak trochę później.

Nic, jest okej, to tylko taki pechowy okres. Wchodzę do piekarni, proszę panią o tartę z bezą, pani chwyta tartę z bezą i ta tarta się jakoś tak w locie obraca, że dachuje na podłodze. No to nie będzie tarty z bezą dla mnie dzisiaj.

Zaczęłam przeglądać cenniki VW. To znaczy najpierw otworzyłam sobie cenniki Kia, ale szybko zmieniłam zdanie.
  • awatar Mothylarnia: @blackberryswirl: serio nie ma? Moi pomorscy znajomi tak często mówią o wracaniu uberem po pijaku, że myślałam, że się da. To nie wiem, skm, autobus? Wierzyć mi się nie chce :O
  • awatar blackberryswirl: @Mothylarnia: A Ty pamiętasz gdzie ja mieszkam? *mocno hermetyczny żart* Jaki Uber w tym mieście :D:D
  • awatar Mothylarnia: Właściwie oba wydarzenia były pechowe też dla pana z warsztatu i pani z piekarni (chociaż dla pana pewnie gorzej). Nie możesz dojeżdżać uberem czy czymś takim? Wiem, że to kosztuje, ale skoro już i tak jesteś chora...?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jestem na grupie branżowej dla nauczycieli i lektorów języków obcych. Najbardziej aktywni użytkownicy to nauczyciele szkół podstawowych wymieniający się pomysłami na zabawy edukacyjne, bo nie są w stanie inaczej skupić na sobie uwagi grupy ośmio-, dziewięciolatków. Nie wyśmiewam, ale współczuję. Nie chciałabym pracować w szkole i, szczerze powiedziawszy, wątpię czy umiałabym pracować w szkole z dziećmi.

Co nie zmienia faktu, że w mojej szkole językowej przydarzył mi się kurs z dziesięciolatkiem, czwarta klasa podstawówki. W szkole piątki z góry do dołu, chłopak znudzony, nieszczególnie zmotywowany, przyzwyczajony do kartkówek polegających na kolorowaniu, wpisywaniu jednego słowa albo łączeniu słów w pary. Opanowanie tabeli czasowników nieregularnych zajęło nam miesiąc, zaimków jakieś pół godziny, po roku dostał do rozwiązania egzamin gimnazjalny (część testową) i go rozwiązał bez szczególnych problemów. Na grupie dla lektorów dostałam coś w rodzaju ochrzanu, że zabieram dziecku dzieciństwo i podstawa programowa nie przewiduje, żeby dziesięciolatkowi rozpisywać tryby warunkowe.

Niedawno zgłosiłam mojemu pracodawcy, że nie chcę przyjmować na moje zajęcia dzieci z obecnej szóstej lub siódmej klasy, bo nie chcę brać na siebie odpowiedzialności i gniewu rodziców za wyniki egzaminu po ósmej klasie. Na grupie branżowej lekki stres w temacie tego egzaminu, bo fajnie było się bawić w wycinanie gier z brystolu, ale najwyraźniej nie wpłynęło to jakoś spektakularnie na zdolności komunikacyjne uczniów. Powinnam grać do jednej bramki z kolegami i koleżankami po fachu (chociaż pracuję głównie z dorosłymi i egzaminy po szkole podstawowej, Karta Nauczyciela i programy ministerstwa nieszczególnie mnie obchodzą), ale i tak odnoszę wrażenie, że nie powinno się nobilitować utylizowania prywatnego czasu na produkcję narzędzi edukacyjnych, które w ostatecznym rozrachunku nikomu w niczym nie pomagają. A z drugiej strony niczyja to wina, skoro podręczniki do klasy 1-3 przewidują coś w okolicy maksymalnie dziesięciu nowych słów na rozdział i to przeważnie bez kontekstu.
  • awatar blackberryswirl: @Wieczna Studentka: Tak, tylko nauczyciel szkolny doskonale wie na co się pisze i czym jest praca z dziećmi, szczególnie w grupie. Trochę podziwiam tych, którym się chce, trochę zastanawiam się, dlaczego nie ewakuują się do branży, w których bonus to coś lepszego niż 60 zł za wychowawstwo.
  • awatar Wieczna Studentka: Bo nauczyciel nie ma magicznej różdżki i w cudowny sposób nie sprawi, że BEZ UCZENIA SIĘ W DOMU dziecko będzie już wszystko umiało. Najlepiej zwalić na szkołę,na nauczyciela.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W środku nocy obudził mnie ostry ból brzucha. Śniło mi się, że czytałam jakiś dziwny blog na pingerze, na którym były przeróbki najbardziej karyniarskich cytatów motywacyjnych. Ostatni który zapamiętałam szedł jakoś tak: "Jeśli nie potrafię pójść na egzamin kiedy jestem wyspana i wypoczęta, to cholernie pewne że nie pójdę na egzamin, kiedy złamałeś mi serce". Potem obudził mnie ból. Spędziłam kilka minut ze szklanką wody na zimnych kuchennych kaflach, ale zdążyłam pomyśleć, że idealnym podsumowaniem tego pechowego okresu byłoby przejechać się karetką.

Rano zorganizowałam lawetę i mechanika. Innego niż poprzedni. Możecie ciągle trzymać kciuki, bo remont trochę potrwa a i cena nie napawa szczególnym optymizmem (zamierzałam za te pieniądze pojeździć na nartach w jakimś ładnym miejscu), ale cały czas opłaca się naprawiać silnik, więc najwyraźniej nie jeżdżę złomem. Poza tym uwielbiam to auto.

PS Pasek zerwał się po 50-70 tysiącach kilometrów, co nie powinno było mieć miejsca i jest ogółem nieco podejrzane. Mam teraz kilka refleksji związanych z naszymi ex-mechanikami, szczególnie że jeszcze trzy tygodnie temu pytałam, czy z rozrządem jest wszystko okej i było wszystko okej. Chciałam zamieścić bilans ostatnich dwóch miesięcy, ale najwyraźniej mam nowe pół samochodu.
  • awatar blackberryswirl: @gość: Szcześliwie, poprzednią zmianę paska robił poprzedni właściciel, więc przynajmniej nie jest to błąd na moim sumieniu. Mówi się trudno. Samochód się zużywa, przejeździłam nim dwa lata bez żadnych awarii, w tym roku dostałam supertanie OC, to była kwestia czasu aż spadną na mnie jakieś koszty, bo cudów nie ma. W najgorszym razie będzie trzeba zacisnąć zęby i po prostu kupić nowe. Zdarza się. Dostałam Renię tak tanio, że szczęśliwie cały czas wychodzę na plus.
  • awatar Gość: ta, jak wiechć miał założone części "z marketu" a zapłacone pewnie jak za te "oryginalne" to nic dziwnego, że padło po przebiegu 60 tys. Zrobił was ktoś na częściach. A pytanie jak tam rozrząd kiedy chodzi na chińskim badziewiu jest jak wróżenie. Przecież to w każdej chwili pada. No albo pretensje do siebie, jak się chce przyburaczyć i wydać mało cebulionów na tak ważną eksploatacyjną rzecz to co zrobisz. Jest jeszcze kwestia ile ten wiechć przebiegu ma w rzeczywistości hehehe No i jeszcze jedna prawda, po takim zdarzeniu już wiecznie będzie się psuł.
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Ale ten cytat fajny *-* <3 podoba mi się ! ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jeszcze jedno podsumowanie ostatniego pechowego okresu. Poszliśmy w końcu na "Mother!" - trzecie podejście. W piątek nawalił samochód po drodze, w sobotę zrobiłam się potwornie senna po obiedzie, a poza tym robię się za stara na seanse o 22:00 (szczególnie, kiedy trzeba wracać komunikacją miejską), w końcu pojechaliśmy dzisiaj. Ten film był reklamowany jako horror, w związku z czym przez dwie godziny musiałam wysłuchiwać komentarzy niezadowolonych Karyn, dla których najwyraźniej ten film był jednak troszkę za trudny. Odzwyczaiłam się też od ludzi żrących w kinie i bawiących się telefonami, bo rzadko daję się namówić na seanse w weekend. Wciągnęłam się w fabułę i jakoś minęło, ale naprawdę nie rozumiem ludzi którzy nie są w stanie wytrzymać dwóch godzin bez głośnego rozmawiania i szeleszczenia Top Chipsami.

Wyszliśmy. Okej. Poszliśmy coś zjeść. No pech jak sam sukinsyn, że dostaliśmy stolik przy toalecie, do której non stop kursował jakiś koleś z zespołem Downa i za każdym razem zostawiał otwarte na oścież drzwi. Nie chciałam ochrzaniać niepełnosprawnego, zresztą kto wie jaki stosunek do tych drzwi mieliby jego opiekunowie, ale najpewniej wyszła mi żyłka.
 

 
Poproszę o dużo magii pingera na jutro. Zorganizowanie mechanika to nie jest fizyka jądrowa, ale zorganizowanie mechanika na cito to inna sprawa, a poza tym to ciągle może być zerwany pasek rozrządu przy kolizyjnym silniku. Trochę już zaczęłam śmieszkować, że w tej sytuacji mogę pojechać na szrot kupić drugie Renault i przełożyć silnik.
  • awatar Gość: "kolizyjnym silniku" a cóż to za nowomowa? Kolizyjny to może być kurs np. statków. A jak zerwał się pasek to z niedbalstwa albo totalnej niewiedzy. W takim przypadku sama sobie jesteś winna i na żadną magię nie ma co liczyć. Szrot.
  • awatar Persephone: Magio, dajesz!
  • awatar muu.: trzymanie in progress!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Pażdziernik był koszmarny, listopad wcale nie jest lepszy, wszystko się sypie.
Idealnym podsumowaniem tego okresu jest następująca scenka rodzajowa. Nagle silnik traci moc. Siłą rozpędu dojeżdżam do zatoczki autobusowej, spycham auto jak najdalej, żeby nie dostać mandatu. Dzwonię po lawetę. Czekam na lawetę godzinę.
W tym czasie na przystanku pojawia się wątłej budowy dresik w kapturze naciągniętym na głowę i kopie w mój trójkąt ostrzegawczy. A następnie szorując nim po lakierze przestawia go na klapę bagażnika. Dzwonię na 112. Dyspozytor jest trochę idiotą, bo pyta o kompletnie bezsensowne informacje (stałam na konkretnym przystanku autobusowym pod bardzo charakterystyczną budowlą, a on kazał mi wysiąść z auta i sprawdzić numer najbliższego budynku). Koleś w dresie cały czas stoi w odległości stu metrów od samochodu i się buja. Oczyma wyobraźni widzę jakąś szarpaninę. Miejsce nie jest szczególnie odludne, ale i tak jestem zestresowana. Może jest naćpany, może tylko napruty, cholera wie. Raz próbowano mnie dźgnąć nożem pod kebabem, więc wiem co to życie na krawędzi. Po pół godzinie przyjeżdżają panowie policjanci i zgarniają typa, ja w tym czasie głównie przepraszam za tę zatoczkę, bo ja wiem że nie wolno, ale nie mam gdzie zepchnąć auta, a jakiś ćpun się na mnie gapi. Przyjeżdża laweta. Koleś stwierdza, że to raczej pasek rozrządu, ale mam ośmiozaworowy silnik, więc nie jest najgorzej, mogę być dobrej myśli. Zadaję mu masę pytań o to, czym jest bezkolizyjność, co to są zawory i ile to kosztuje, chociaż to w sumie bez sensu bo i tak będę musiała zapłacić.

Jestem umiarkowanie dobrej myśli. Wydałam w tym miesiącu 1300 zyko na samochód, i z każdym dniem ja, przeciwniczka zobowiązań finansowych, przekonuję się do leasingu. Spijam się na smutno. Mam dużo refleksji w rodzaju, że jeżdżenie starym autem kiedy ma się 28 lat jest jeszcze okej, ale jakbym miała 30 lat więcej, to albo nowy silnik albo jedzenie.
  • awatar muu.: @blackberryswirl: rany, umarłabym.
  • awatar blackberryswirl: @muu.: Zapomniałam Ci odpisać. To ogółem dość krótka historia. W środku dnia, w środku miasta, podszedł do mnie koleś i przystawił mi nóż do brzucha. Adrenalina spowodowała że uciekłam do knajpy z której właśnie wyszłam i poprosiłam panów o pomoc kiedy ten facet wszedł za mną. Odbyło się to dość godnie i jeszcze w domu, jak uświadomiłam sobie co się stało, zebrałam od ojca mikro-ochrzan, że skoro byłam niższa i miałam przewagę, to trzeba było wyrwać nóż i wbić gnojowi w nogę to by mu się odechciało. Z czym w sumie się zgodziłam. Mój stary miał dość interesujące metody wychowawcze i w sumie chyba chciał mieć syna.
  • awatar muu.: Ła, ale jak przeczytałam, że Cię próbowano dźgnąć, to się trochę zapowietrzyłam. Jak to się stało?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Właśnie przejechałam się lawetą.

Spijam się na smutno.
 

 
Zostałam przyjęta na jedną z tych konferencji, gdzie na liście wysyłanych uczestnikom polecanych hoteli zamieszcza się Sheratona i Hiltona z adnotacją, że oczywiście można taniej, ale nie polecają.

Pamiętam jak pojechałam na moją pierwszą konferencję na III roku studiów i dostałam łóżko w jakimś akademiku, gdzie prysznic był na korytarzu i miał w pełni przejrzyste, w sensie nie mleczne okna na boisko męskiej szkoły. Czasy się zmieniają, ale cały czas nie jestem klientem Sheratona.
  • awatar Wieczna Studentka: Zawsze w obliczu takich rozterek pocieszam się myśląc, że gdyby ludzie tylko takie problemy mieli, to świat byłby wspaniały.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
W słynnym wątku w Internetach, w których piszę, że gdybym miała uratować jedno życie - mojego zwierzęcia albo obcego człowieka (obojętnie czy dziecko czy osobę dorosłą) - to wybrałabym moje zwierzę, ktoś porównał mnie do Hitlera i "piepszonej feministki". Nadal próbuję połączyć te dwie kwestie. Poradzono mi również, że powinnam się zabić. Tego też nie zrozumiałam. Ten sam koleś napisał jeszcze (potem przestałam czytać jego gorzkie żale), że ciekawe jakbym wytłumaczyła rodzinie zmarłego, że wolałam ratować jakieś bydle zamiast Brajana czy innego ojca dzieciom. Nadal nie wiem, dlaczego miałabym cokolwiek tłumaczyć komukolwiek, szczególnie w mocno hipotetycznej i skrajnie mało prawdopodobnej sytuacji.

Dojrzewam do decyzji o usunięciu się ze wszystkich grup śmieszkowych. Ogółem powinnam się usunąć z większości grup, bo, chociaż to brzmi dość surrealistycznie, na grupie regionalnej "poznałam" kolesia, który ma na swoim zdjęciu w tle swoją nagą fotkę (niezbyt imponującą), oczywiście "szlachta nie pracuje, plebs haruje" i "poznałam" go w tym sensie, że pisał do mnie jakieś stulejarskie, podrywopodobnebzdury. I bardzo chce rozmawiać z ludźmi o zagrożeniu chemitrails.


Listopad wcale nie jest lepszy niż październik. Masie moich znajomych przydarzają się okropne rzeczy. Wszyscy jesteśmy przybici, zmęczeni i zniechęceni.
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Ja zauwazyłam że na tych grupach jest coraz więcej chamstwa i osób które mają cały czas ból dupy. Podeszłam niedawno z 3 takich grup , obecnie jestem także w 3 ale o odchudzaniu ;)
  • awatar blackberryswirl: @Mothylarnia: Jeśli masz na myśli stulejarskie wypociny to obstawiam po fotkach. Cały czas podtrzymuję coś, co Ci kiedyś powiedziałam, że jesteś mocne 8, prawdopodobnie 9, więc startują. Jeśli chodzi Ci jednak o agresywno-pseudointelektualne próby uczestnictwa w dyskusji bez podstawowego zaplecza retorycznego, to rozmawiamy o egomanii. Bo jedną rzeczą jest pisać bloga, którego każdy może czytać, ale jak mu się nie podoba to nie musi, a inną jest biegać po grupach i odwoływać się do źle zrozumianych koncepcji filozoficznych w śmieszkowych tematach o Brajanach i dej.
  • awatar Gość: .urwa co za dylemat? Tylko jacyś podludzie, mentalny szympans stawia życie ludzkie na równi ze zwierzęcym. Tyle.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
162) Parasol, którego nie chciałam się pozbywać, ponieważ o czymś mi przypominał, chociaż w gruncie rzeczy był tanim parasolem z połamanym żebrem.

163) Spodnie z Zary. Normalnie nie podkreślałabym co dana rzecz ma na metce, ale kiedyś bardzo chciałam być dziewczyną ubierającą się w Zarze. Pasujące na mnie cygaretki w pięknym, koralowym kolorze wyglądały ładnie i wygodnie się nosiły, ale szybko zepsułam zamek, a potem zrzuciłam kilka kilogramów i teraz sprawny zamek nie ma znaczenia, bo i tak zsuwają mi się z bioder. Spodnie zostały przerobione na hamak dla gryzoni, jak większość rzeczy z którymi ostatnio się żegnam.


PS Nie masz pojęcia o co chodzi w tym wpisie? Minimalgame to moje wyzwanie na 2017 rok. Próbuję pozbyć się z domu 365 rzeczy, które stanowiłyby dla mnie problem logistyczny i obciążenie, gdybym postanowiła się przeprowadzić. Od 2014 zmieniłam miejsce zamieszkania cztery razy i za każdym razem pozbyłam się przy okazji sporej ilości balastu. Chyba jestem praktykującą minimalistką. Ponieważ moje mieszkanie nie wymaga masowych czystek, pozbywam się pojedynczych przedmiotów, które pojawiły się u mnie na chwilę, ale spełniły już swoją funkcję i mogą odejść, albo nie powinny się pojawić w moim życiu i przestrzeni w ogóle.
  • awatar blackberryswirl: @ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Zaufaj mi, po kilku przeprowadzkach zmienisz zdanie :D
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Ja bardzo przywiązuje się do rzeczy i chyba nie umiałabym się porzegnac z moimi rzeczami <3
  • awatar blackberryswirl: @ToTylkoJaa: Nie wiem czy to celebracja. Taki wymyśliłam sobie pomysł na 2017, jeszcze pod koniec grudnia. Chciałam zobaczyć co mam do usunięcia i, jak widać po numerkach, słabo mi idzie. Pozbywam się drobiazgów. Myslałam, że uzbiera się z nich 365 rzeczy, ale jakoś nie idzie. Kiedyś wyprowadzałam się mając jeden bagażnik rzeczy. Myślałam, żeby jeszcze to okroić, ale już nie ma szczególnie z czego.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Góry nie przyniosły mi spokoju, może zbyt wiele oczekiwałam albo zbyt długo byłam spięta, żeby krótki szlak dał radę mnie oczyścić ze złych emocji.

Uderzył we mnie za to lekki kwas związany tematycznie z niedzielami wolnymi od handlu.

Dwa lata temu pracowałam siedem dni w tygodniu. Wymiar godzin był różny, byłam młodym lektorem i normą były pięciogodzinne okienka o dziwnych porach albo jedna godzina zajęć w sobotnie popołudnie, kiedy pogoda była piękna, a entuzjazm kursantów umiarkowany. Rok temu podjęłam decyzję, że przestaję pracować w niedziele. W tym roku wyliczyłam, że mogę zrezygnować z sobót, które ogółem przydają się na inne rzeczy. No i w weekend, mój wyczekany, urodzinowy, górski weekend, pierwszy raz zdarzyło mi się, żeby ktoś do mnie wydzwaniał w sobotę i oczekiwał, że coś dla niego zrobię. Pierwsza fala SMSów uderzyła we mnie w schronisku, a ponieważ miałam słaby zasięg i jeszcze słabszą baterię napisałam że odpiszę później. No to kolejne telefony dopadły mnie w hotelu, kiedy rozleniwiona od obiadu i zmęczenia szłam na basen. Trochę odebrałam to jak atak, czemu nie odpisuję, skoro coś jest WAŻNE (nie było), no i skoro ktoś mi płaci za godzinę w tygodniu, więc konsultacje 24/7 powinny być jakąś normą. Mój poziom stresu znowu się podniósł, bo bardzo się przejmuję takimi historiami.

W teorii oczywiście wiem, że nie wolno dać się przegadać albo zbić z panałyku, bo jeśli raz da się palec, to następnym razem straci się rękę do łokcia, ale w praktyce wyszło mi średnio i zgodziłam się na coś, czego kompletnie nie chcę robić. Także weekend raczej z tych gorszych. Pomimo gór.
 

 
Jestem na emocjonalnej huśtawce, chociaż Program Naprawczy Na Listopad działa i nawet całkiem sprawnie wykreślam kolejne pozycje z listy.

Co nie zmienia faktu, że dzisiaj rozpłakałam się czytając komentarze pod specjalnym, pierwszolistopadowym postem z Psich Sucharków. A potem weszłam w pyskówkę z jakąś losową dziewczynką z Internetu, która atakowała inną użytekowniczkę grupy za wykupienie miejsca i pomnika dla swojego czworonoga dla cmentarzu dla zwierząt. Stanęło na tym, że puściły mi jakiekolwiek hamulce i na kiedy przeczytałam prawdę objawioną, że zwierzę to przecież nie człowiek, odpisałam, że no fakt, nie da się ukryć, i ja na przykład z płonącego budynku wyniosłabym raczej własne zwierzę niż obcego człowieka, gdybym miała wybrać jedno. No i wtedy zaczęła się klasyczna internetokalipsa, bo szacunek do opinii i wolność słowa działają tylko jedną w stronę. A jak się używa trudnych słów, to już w ogóle można się o sobie dowiedzieć wielu interesujących rzeczy, ubranych w słowa znacznie prostsze i zdania rzadko poprawne pod względem składniowym.

Co jest jednak dość interesujące, bo facebook ma to do siebie, że publikowane treści podpisuje się własnym nazwiskiem, więc ja na przykład nie nazywam ludzi "tępymi dzidami" i nie odsyłam ich na drzewo stwierdzeniami w gatunku "chuj ci w dupe pizdo", bo nie wiem komu z moich znajomych się to wyświetli.

Ciągle odczuwam skutki koszmarnego października. Rozpłakanie się przy smutnym statusie to już jakaś końcówka. Wczoraj napędzała mnie wściekłość. Zrobiło mi się czerwono ze złości przed oczyma, jak zobaczyłam wirujące w pralce chusteczki higieniczne, których Najmilejszy nie wyjął z kieszeni spodni. Ledwo dławię w gardle kwaśne, sarkastyczne komentarze i boli mnie kwota, którą wydałam na reanimację samochodu, tak naprawdę bez gwarancji że usunięty został powód awarii.

Jadę w góry. Ma padać. Nie jestem najszczęśliwsza z tego powodu.
 

 
Magia pingera w formie, chociaż z czkawką. Renota czeka jeszcze jedna, oby kosmetyczna naprawa w czwartek, ale poza tym...

...MIAŁAM RACJĘ. Zepsuła się dokładnie ta część, którą podejrzewałam od początku. Najmilejszy kiedyś powiedział o mnie, że "co jak co, ale jesteś mimo wszystko inżynierem", co było zawoalowaną chamską wciepką o byciu kobietą inżynierką, czyli świnką morską (ani świnka ani morska). Z grubsza tak samo się poczułam, kiedy panowie mnie poinformowali, że to jednak BYŁ krokowiec, co najpewniej bardzo dużo mówi o tym, jak kobiety przyjmują komplementy od mężczyzn.
  • awatar blackberryswirl: @Wieczna Studentka: Mam jednego inzyniera i dwa magistry z filologii, wiec nie szlalabym z tym byciem scislowcem :>
  • awatar Wieczna Studentka: Podobno związki ścisłowców są zgodniejsze :).
  • awatar blackberryswirl: @Mothylarnia: Ale ja mam jeszcze dwa magistry :D No i tak śmiejemy się sucho, że poszłam na inżyniera po tytuł, a znalazłam chopa.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Magio pingera, niech mi dzisiaj zwrócą sprawny samochód. Nie chodzi tylko o to, że samochód jest integralną częścią mojej pracy, chociaż o to też, i obiektywnie - o to przede wszystkim. Chodzi o to, że na najbliższy weekend miałam obiecany zaległy wyjazd na urodziny. Ostatni miesiąc był koszmarny, nie pamiętam kiedy ostatni raz było ze mną tak źle. W pionie trzymała mnie myśl o tym, że już za chwilę wejdę na szlak i pójdę w góry, a potem będę leżeć w strefie SPA z widokiem na las, zjem moje ulubione rzeczy w najlepszej karczmie na świecie i będzie trochę mniej przygnębiająco niż jest teraz.

W zeszłym tygodniu byłam na etapie pakowania walizek i wyjechania w Bieszczady. Mam poczucie, że jeśli czegoś nie naprawię i nie zmienię teraz, to za chwilę nie będę miała sił i utknę w duszącej beznadziei. Zresetowałam umysł przez weekend, zaczęłam ogarniać zaległe aspiracje, jeśli nie stracę rozpędu, to jeszcze będzie dobrze.

Tylko, magio pingera, błagam, błagam, niech mi wydadzą sprawne auto.
  • awatar muu.: Się spóźniłam z tym trzymaniem, ale może magia pinga działa wstecz :D
  • awatar muu.: Trzymam!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›