• Wpisów:541
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:5 godzin temu
  • Licznik odwiedzin:13 825 / 858 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Jednocześnie zepsuł się rower, samochód i szczury. Leczeniem szczurków w sumie martwię się najbardziej, ale samochód nie zostaje daleko w tyle. Wymiana świec spowodowała nieregularną pracę silnika, co pociągnęło za sobą konieczność wymiany cewki i kabli. Jeśli to nadal nie pomoże, zacznę się bać remontu silnika, chociaż w sumie nie mam pojęcia czy to realny i uzasadniony strach.

Chciałabym nie musieć ogarniać żadnej z tych rzeczy. Jazda do weterynarza, dawkowanie i podawanie leków, robienie zastrzyków, nakłanianie szczura żeby chciał zjeść antybiotyk w kulce z masła orzechowego, zmiana opatrunków, teraz do tego doszedł mechanik, nie mam też pojęcia kiedy i w jakich godzinach znajdę czas żeby zaprowadzić (słowo klucz) rower do warsztatu na kompletny przegląd i wymianę najpewniej wszystkich zużywalnych części. W zeszłym tygodniu założyłam na fb bazarek książkowy na leczenie ogonów. Może nie jestem bardzo zmęczona, ale zniechęcona na pewno.

Chciałabym, żeby to był wyjątkowo produktywny weekend.
 

 
Jeśli hotel 4* ma przewagę negatywnych recenzji motywowanych brudem w pokojach, smrodem z kanalizacji i śniadaniem tak niesmacznym, że ledwo przechodzi przez gardło, to zaczynam mieć wątpliwości czy nocleg tam to dobry pomysł, pomimo fantastycznej lokalizacji i widoków. Rzeczony przybytek reklamuje się wzniosłym hasłem w stylu "przepych, luksus & smak" (serio). Ciekawość mnie zżera.
 

 
Myślałam, że pseudointelektualne dyskusje na temat religii i religijności zalicza się na etapie (ex)gimnazjum, może wczesnego liceum, a potem każdy wybiera w co i czy w cokolwiek chce wierzyć i stara się tego trzymać. Tymczasem gdzieś w Internecie właśnie zakończyła się rozmowa, w której czyjeś uczucia religijne zostały urażone z powodu kondolencji złożonych jakiejś dziewczynie, której umarło zwierzątko. Otóż składanie kondolencji po stracie zwierzaka jest złe, ponieważ hasztag religia. Osoba która to zaczęła jest z całą pewnością dorosła, ale koncepcja wolności wyznania trochę ją przerosła. W sumie nie wiem czy zrozumiałam strumień pogardy i gniewu który wylał się w tym wątku, ale ostatni post był personalną wycieczką pod moim adresem, i jakimś cudem od poszanowania wiary i Jezusa doszliśmy do tego, że chuja wiem i pewno nikt mnie nie chce ruchać (z błędem ortograficznym i jakimiś dziesięcioma wściekłymi literówkami).

Trochę wyszłam z wprawy. Ostatnią rozmowę o Bogu odbyłam z Moth parę lat temu i była na dużo wyższym poziomie, a wcześniej pewno na jakimś forum dla zbuntowanych licealistów. W każdym razie tego jeszcze nie grali.
  • awatar Mothylarnia: @Persephone: zwierzatka nie moga dostapic łaski, bo nie grzeszą :P
  • awatar Persephone: Ej, ale chyba Swiety Franciszek z Asyzu jest czesto przedstawiany ze zwierzatkami, wiec nie rozumiem, dlaczego zwierzeta mialyby nie dostapic laski (nie mam w pracy mozliwosci przestawienia klawiatury, dlatego bez podsmiechujek ;) ) panskiej ;) http://dewocjonalia-roza.pl/images/1392315829_1_f3.jpg
  • awatar blackberryswirl: @Dysocjacja: Ja się z tym od tak dawna nie spotkałam, że zapomniałam że dorośli ludzie mogą się tak wysławiać. @Pussh: Ale to była grupa dla hodowców i osób zajmującym się chowem gryzoni ;_;
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
http://www.advanced.style/2017/10/alida-nyc.html

Advanced Style jest jedną z moich ulubionych stron o modzie ulicznej w Internecie. Może zaraz po Hel Looks.

(https://www.hel-looks.com/20170802_01/, chciałabym się ubierać jak Minea)
 

 
Dużo ostatnio myślę o nieżyciowości programów nauczania w szkolnictwie od poziomu szkoły podstawowej do, powiedzmy, szkoły średniej. Miałam taki przedmiot jak praca i technika, z którego nie wyniosłam nic pożytecznego, bo na przykład szyliśmy maskotki albo robiliśmy kwietniki. Może była to słabość programu, a może kwestia mojej płci i chłopcy robili wtedy bardziej ekscytujące rzeczy, tego się już nigdy nie dowiem. Wiem jednak, że nikt nigdy nie pokazał mi w szkole ważniejszych rzeczy, takich jak wymiana dętki w rowerze, wypełnienie PITu albo, przykład z dzisiaj, diagnoza problemu i wymiana świec w samochodzie.

Mam wrażenie, że mechanicy kręcili ze mnie niemożliwą bekę, kiedy diagnozowali moje problemy z odpaleniem auta.
  • awatar blackberryswirl: @Ahura Mazda: Benzyniak. Okazało się, że świece były początkiem problemu. Po wymianie silnik zaczął nierówno pracować, stanęło na nowych świecach, kablach i cewce. Jestem biedniejsza o pół tysiaka ;_;
  • awatar Ahura Mazda: @blackberryswirl: Jeżeli jeździsz na gazie to markowe świece śmiało powinny wytrzymać te 30 tyś. Jeżeli na benzynie to nawet 60 tyś. Jak dla mnie 15 tys. na świece to zdecydowanie za często.
  • awatar blackberryswirl: @pushthebutton: Oni brechtali trochę z tego, że ja nie wiedziałam kiedy były ostatni raz wymienione, a powinny być co 15 000 km.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Rok temu o tej porze.

  • awatar Gość: @Mothylarnia: a ty zdychaj hahahahaha ćmoku o zmroku hahahaha
  • awatar Mothylarnia: @gość: Wypierdalaj.
  • awatar Gość: no i co z tego?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
158) Zielona spódnica, którą jeszcze wczoraj miałam na sobie i próbowałam sobie wmówić, że ołówkowe spódnice pasują do mojego typu sylwetki (to nie prawda). I jeszcze do tego brzydko się skręcała na biodrach, więc dzisiaj zmieniła swoje przeznaczenie i wisi w gryzoniowej klatce jako hamak. Świetnie się w tej roli spisuje.

PS Nie masz pojęcia o co chodzi w tym wpisie? Minimalgame to moje wyzwanie na 2017 rok. Próbuję pozbyć się z domu 365 rzeczy, które stanowiłyby dla mnie problem logistyczny i obciążenie, gdybym postanowiła się przeprowadzić. Od 2014 zmieniłam miejsce zamieszkania cztery razy i za każdym razem pozbyłam się przy okazji sporej ilości balastu. Chyba jestem praktykującą minimalistką. Ponieważ moje mieszkanie nie wymaga masowych czystek, pozbywam się pojedynczych przedmiotów, które pojawiły się u mnie na chwilę, ale spełniły już swoją funkcję i mogą odejść, albo nie powinny się pojawić w moim życiu i przestrzeni w ogóle.
 

 
Postanowiłam sobie kupić taką klasyczną, jesienną pumpkin spice albo inna walnut coffee. Piłam takie ulepki na studiach i mam miłe wspomnienia. Zapomniałam jednak, że od kilku lat piję tylko czarną kawę, a każde latte smakuje jak kawopodobne kakałko.

Nie smakujo.

Czytam posty o strajku lekarzy i nie wiem co mnie najbardziej smuci. To, że ktoś im wypomina chyba domniemane zarobki na poziomie 10 tysięcy brutto. To, że ktoś uważa, że 10 000 brutto to jakaś oszałamiająca pensja. Szczególnie w prestiżowych, wysokopłatnych zawodach. Czy może jednak to, że dużo osób nie trzyma się tematu i forsuje swoje racje - a bo akurat ktoś jest urzędnikiem i on by chciał zarabiać tyle co lekarze, albo ktoś ma horo curke, a taki lekarz nie ma, więc po co jakiś strajk zaraz, niech zejdzie swołocz na ziemię, albo ktoś wjeżdża cały na biało i peroruje, że lekarz to jednak nie nauczyciel czy inny policjant, więc powinien zarabiać więcej, co automatycznie ściąga do wątku gorzkie żale nauczycieli i policjantów.

Umówmy się, że nikt z nas nie pływa w niezrównane bogactwa, ale to ciągle nie jest powód żeby się licytować, kto ma gorzej.
  • awatar Wieczna Studentka: Ja z moją grupą zawodową też powinnam strajkować. Też w opinii społecznej sram pieniędzmi, a w praktyce trzy lata po studiach poniewieram się po wynajmowanych pokojach u obcych ludzi, a wypłaty starcza mi ledwo ledwo.
  • awatar NoPerfectlive: nie twierdzę , że powinni nie strajkować czy strajkować .Ale zauważam fakt ,że na wycieczki do Kambodży które organizuje dwa razy do roku mój brat zgłaszaja się w naszym okręgu lekarze , dentyści , prawnicy . A wycieczka do tanich nie należy , mimo że brat tnie koszty jak może . Mnie na ten przykład na taki wyjazd nie stać , a zapierniczam po 10 h dziennie :( Nie stać mojej kuzynki , która ma zakład optyczny , nie stać kolegi zatrudnionego w firmie konsultingowej .. ot , taki fakt . Więc jak dla mnie to takie jęczenie lekarzy na marne płace jest na wyrost , do tego trafić na takiego w szpitalu który potraktuje Cię po ludzku , z empatią trudno jest . Może sympatia ludzka była by trochę bardziej po ich stronie gdyby się wykazali trochę w tej swojej pracy . To trochę takie błędne koło , nie ma funduszy na dokształcanie , nie ma dobrych lekarzy , ludzie narzekają , lekarze się wnerwiają .Ale przykład tego wyjazdu , te 8 tysięcy na wycieczkę jeden z drugim mógł wydać na dokształcanie i tyle
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dwa lata temu 14 października jechałam na konferencję naukową do Czech, a rok temu (tego samego dnia) wylatywałam na kwerendę do Słowenii. Działo się.

14 października 2017 siedzę od rana w bibliotece akademickiej. Biblioteki akademickie zawsze bardzo dobrze na mnie działały.
 

 
Dostałam w prezencie pudełko przepysznej zupy z soczewicy. Ucieszyłam się jak dziecko.
 

 
157) Odżywka z formaldehydem. Nie mam uczelnia na słynną Eveline 8w1, więc nie dotknęła mnie onycholiza ani jakiekolwiek objawy bólowe po lub podczas stosowania, a paznokcie potraktowane formaldehydem rosły jak szalone. Inna sprawa, że łamały się kilka dni po odstawieniu Eveline, więc była to trochę orka na ugorze. Dzisiaj wyrzuciłam ostatnie opakowanie trzymane "na zaś". W tym tygodniu zjadłam ze stresu paznokcie do żywego mięsa i nie wygląda to dobrze. Spróbuję je odhodować bez formaldehydu.


PS Nie masz pojęcia o co chodzi w tym wpisie? Minimalgame to moje wyzwanie na 2017 rok. Próbuję pozbyć się z domu 365 rzeczy, które stanowiłyby dla mnie problem logistyczny i obciążenie, gdybym postanowiła się przeprowadzić. Od 2014 zmieniłam miejsce zamieszkania cztery razy i za każdym razem pozbyłam się przy okazji sporej ilości balastu. Chyba jestem praktykującą minimalistką. Ponieważ moje mieszkanie nie wymaga masowych czystek, pozbywam się pojedynczych przedmiotów, które pojawiły się u mnie na chwilę, ale spełniły już swoją funkcję i mogą odejść, albo nie powinny się pojawić w moim życiu i przestrzeni w ogóle.
  • awatar blackberryswirl: @tiruriru: Mnie nic nie dawal. Ale ja ogolem mam bardzo brzydkie dlonie - male z krotkimi kielbaskami palcow, i jeszcze notorycznie podrapane przez moje szczurki.
  • awatar tiruriru: Miałam podobnie, więc również się jej pozbyłam. Co jak co - olejek rycynowy robi swoje. Tylko ja nie mam cierpliwości z olejami ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Tydzień temu spowodowałam wypadek, który kosztował jedno zwierzę życie, a drugie prawdopodobnie zdrowie. Może mam skłonności do paranoi, ale wydaje mi się, że weterynarz do którego dzwoniłam na krawędzi histerii w nocy i jechałam rano się mną brzydzi.

Sama się sobą brzydzę.

Na razie wszyscy mi powtarzają, że nie mogłam przewidzieć wszystkiego, ale to był tragiczny w skutkach błąd mój, a nie zwierząt.

Zawaliłam najbardziej podstawe środki bezpieczeństwa przy chowie zwierząt i nie wiem jak, kiedy i czy w ogóle zapłacę za to co zrobiłam.
 

 
Zachęcona recenzjami poszłam na nowego "Blade Runnera", chociaż jeszcze kilka godzin wcześniej wcale nie miałam takiego zamiaru. No i się rozczarowałam. Jak wychodziliśmy z kina po północy, to już bardzo chciało mi się spać z powodu całkowitego braku emocji które ten film we mnie wywołał oraz ponakładanych na siebie klisz z innych filmów, również, o ile nie przede wszystkim, takich nieszczególnie dobrych.

No i Ryan Gosling naprawdę nie wniósł do tego filmu niczego poza swoją buzią, która z niewiadomych dla mnie powodów uchodzi za ładną :>
  • awatar blackberryswirl: @Persephone: Mnie kompletnie nie. Autentycznie nie kumam o co z nim chodzi, bo gra z grubsza te same role, w ten sam sposób i nawet nie wiem skąd się ziomeczek wziął.
  • awatar Persephone: Mi sie Ryana Goslinga buzia podoba, ale nie potrafie Ci powiedziec, dlaczego :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Od kilku dni chodzę podminowana i jeśli czegoś kwaśnego z siebie nie wyrzucę, to zgorzknieję, jakkolwiek abstrakcyjnie by to nie brzmiało.

Zakładam, że niektórzy z czytających ten wpis są zaznajomieni z zagadnieniem przywileju. Przywilej to jest coś takiego, co dostajemy od życia bez naszego aktywnego udziału, i co działa na naszą korzyść. Rozumując w ten sposób, mam w życiu większe przywileje niż czarnoskóra dziewczynka urodzona w RPA, ale jednocześnie mniejsze niż córka jakiegoś rosyjskiego oligarchy. Poza tymi najbardziej oczywistymi przywilejami, jak bycie białą (wiem, że to dla wielu dyskusyjne, a nie mam żadnych badań pod ręką żeby obronić to stwierdzenie), zdrową i w pełni sprawną, dochodzą kwestie mniej oczywiste, w pewnym sensie związane z aktywnie podjętymi przeze mnie działaniami. Na przykład skończyłam studia które dały mi pracę. Z całą pewnością nikt nie dał mi dyplomu za darmo, ale: po pierwsze wygrałam genetyczną loterię jeśli chodzi o tempo przyswajania informacji, po drugie nie musiałam pracować na etacie i jakoś godzić tę pracę z nauką, w końcu urodziłam się w rodzinie, dla której to było ważne, żebym miała wyższe wykształcenie. Także chociaż nie deprecjonuję wykonanej przez siebie pracy, tak mam świadomość, że miałam przewagę nad osobą o mniejszych możliwościach intelektualnych i/albo pracującej zawodowo kosztem studiów i/albo wywodzącej się ze środowisk patogennych. To był oczywiście przykład, który można rozbudowywać na wielu płaszczyznach, bo moje zainteresowanie nauką mogło przynieść mi potencjalnie mniej korzyści niż pójście do pracy i zdobycie wartościowego doświadczenia. Ostatecznie masa ludzi ma świetną pracę chociaż nigdy nie poszła lub nie skończyła studiów, także możemy tutaj mówić o pewnych utraconych korzyściach z tytułu nie produkowania PKB.

Zagadnienie przywileju jest dla mnie osobiście ważne, bo pozwala mi utrzymywać właściwą perspektywę dla moich problemów. W tym miesiącu nie spłaciłam debetu odnawialnego i bank zablokował mi kartę na kilka dni zanim na konto nie wpłynęła pensja. Oczyma wyobraźni widziałam jak brakuje mi gotówki w sklepie i nie jestem w stanie zapłacić za zakupy, co oczywiście bardzo mnie stresowało, ale ostatecznie nie był to powód do paniki - mam gdzie mieszkać, co jeść, za co tankować samochód, nie mam problemów finansowych, a mój debet zdążył się w międzyczasie odnowić. A kiedy byłam spłukana to po prostu usiadłam i zastanowiłam się jakie powinnam podjąć kroki żeby sensownie zarabiać. Nie wiem czy byłoby to dla mnie takie proste, gdybym miała chore dziecko, depresję albo borykała się z jakąkolwiek formą wykluczenia społecznego.

Przy czym na potrzeby niniejszego wpisu załóżmy, że każde z nas obraca się w towarzystwie reprezentującym zbliżony poziom życia, z niewielkimi odchyleniami. Większość moich znajomych jest w trakcie albo po studiach, chyba wszyscy pracują, nasi rodzice zarabiali zbliżoną ilość pieniędzy i mieliśmy dość zbliżone perspektywy. Jeśli ktoś z nas zachorował albo przytrafiła mu się jakaś tragedia, to jest to odchylenie i problem związany z byciem uprzywilejowanym. Jeśli ktoś po prostu podjął złą decyzję która obniżyła mu jakość życia, to albo musi zaakceptować że wina leży po jego stronie, albo możemy zacząć szukać przyczyn złej decyzji. Znalezienie tejże może nie zwolni nikogo z odpowiedzialności za własne błędy, ale chociaż pozwoli zrozumieć dlaczego ktoś zrobił coś w określony sposób. Co nie zmienia faktu, że cudze błędy nie są sprawą ani problemem kogokolwiek innego niż sam zainteresowany.

Wpis zaczęłam od bycia zdenerwowaną, bo ostatnio do mojego ogólnego przygnębienia (z powodów kompletnie niezwiązanych z tym wpisem), doszła irytacja na ludzi, którzy mają problem z tym, że:
- ktoś ma lepiej bo nie ma kredytu, a oni mają (nikt im nie kazał go brać),
- ktoś nie ma dzieci, więc ma więcej pieniędzy na swoje przyjemności (nikt im nie kazał mieć dziecka),
- "przegrali życie", bo skończyli na samych trójkach studia po których "nie ma" pracy (studia to nie jest szkółka przygotowawcza do podjęcia pracy), a lekarze mają pracę i jeszcze strajkują bo im za mało kasy z łapówek (medycyna to trochę szczególny rodzaj studiów, a oskarżenie o łapówkarstwo to pomówienie),
- to nie jest sprawiedliwe, że oni zarabiają 12 złotych na godzinę, a ktoś inny zarabia 120 złotych na godzinę (nikt im nie bronił uczyć się pod kątem unikalnych, weryfikowalnych przez rynek pracy umiejętności),
- ktoś sobie mieszka w swoim własnym mieszkanku i wije gniazdko, a oni nie mają na to pieniędzy,
- ktoś ma lepiej bo cokolwiek innego, i to nie jest sprawiedliwe, bo nie jest sprawiedliwe i koniec.

Dzisiaj, wyjątkowo, szlag mnie od tego trafia.
  • awatar tiruriru: @blackberryswirl: o raju, ale to już nie jest maruderstwo, ani wyliczanie komuś osiągnięć, na które się samemu nie chce zapracować. Kiedyś próbowałam zdefiniować problem takich ludzi, ale już chyba wyparłam to z pamięci. Miałam taki problem w poprzedniej pracy: babeczki były po technikach i kursach zawodowych - a ja po studiach wyższych. Z automatu traktowały mnie jakbym wszystkie rozumy pozjadała, wywyższała się i nimi gardziła. Takie historie opowiadały zarządowi firmy dodając jakieś historyjki wyssane z palca, jak to wszystkim robię po górkę, bo jestem świętą krową i sama pracą się nie param. Także tego: takie osoby jeśli mają problem to tylko ze sobą. Rozumiem frustrację, ale trzeba takie sytuacje wymazać z głowy - bo samemu nic się nie poradzi ;)
  • awatar blackberryswirl: @tiruriru: Będę cytować to Twoje pierwsze zdanie, bo też mam takie wrażenie. Jedna z najbardziej przykrych sytuacji, która mnie spotkała, dotyczyła właśnie takiego rozliczania. Już dobre pięć lat temu zaczęłam studia inżynierskie, nieistotne dlaczego. Byłam na IV roku (I MU) moich dwóch dziennych kierunków i kończyłam zaoczne technikum dla dorosłych. Ponieważ inżynierka też była zaoczna, musiałam poogarniać liczbę dopuszczalnych nieobecności z wykładowcami i tak się trochę rozeszło, że studiuję na więcej niż jednym kierunku. Zawsze sprostowywałam, że studiuję na trzech + technikum, ale uproszczona plotka o czterech kierunkach żyła swoim życiem. Dużo dużo później dowiedziałam się, że laska która studiów ostatecznie nie skończyła wcale, obrabiała mnie za plecami, że się wywyższam, bo mówię że studiuję cztery kierunki, a studiuję trzy. Ta dziewczyna była dla mnie zawsze tak miła, że to plotkowanie naprawdę potwornie mnie zabolało.
  • awatar tiruriru: Mam wrażenie, że nie którzy mają taki maruderski styl bycia. Zamiast wziąć życie w swoje ręce, rozliczają innych, kórzy już to zrobili. Czasami mam podobnie, ale inaczej ;) bo czasami naprawdę szlag mnie trafia, że trzeba samemu ciężko zapracować na coś, co inni mają za darmo. No ale trudno, wiadomo że życie nie jest sprawiedliwe. Wiadomo, ze są gorsze dni - i wtedy najlepiej zrobić coś dla siebie dobrego, żeby nie dać się zwariować :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
W jej ostatnim (i pierwszym po długiej przerwie) wpisie, Anna Mularczyk-Meyer, autorka książka o prostym życiu napisała w temacie minimalizmu, że "za każdym razem, gdy wydaje się, że dalej już nie da się w nim pójść, po pewnym czasie opadają kolejne blokady i otwierają się nowe przejścia." I tak w sumie jest. Kosmetyki były jedną z pierwszych rzeczy które przejrzałam, żeby wczoraj do nich wrócić i wyrzucić przedmioty:

151-156) Kosmetyki, których jakość już mnie nie satysfakcjonuje. Nie chodzi mi o ich cenę, ale fakt, że nie użyłam danego lakieru od dawna, bo wiem że zetrze się z krawędzi paznokcia w kilkanaście godzin. Podczas kwerendy postanowiłam, że jednak chcę się malować do pracy, ale nie może być tak, że drogeryjne produkty pod koniec dnia będą już zwarzone albo rozmyte, albo zaczną mnie piec oczy, bo z tuszem do rzęs ewidentnie jest coś nie tak. Poleciały do kosza. Znowu mam trochę mniej zagraconą półkę w łazience.

PS Nie masz pojęcia o co chodzi w tym wpisie? Minimalgame to moje wyzwanie na 2017 rok. Próbuję pozbyć się z domu 365 rzeczy, które stanowiłyby dla mnie problem logistyczny i obciążenie, gdybym postanowiła się przeprowadzić. Od 2014 zmieniłam miejsce zamieszkania cztery razy i za każdym razem pozbyłam się przy okazji sporej ilości balastu. Chyba jestem praktykującą minimalistką. Ponieważ moje mieszkanie nie wymaga masowych czystek, pozbywam się pojedynczych przedmiotów, które pojawiły się u mnie na chwilę, ale spełniły już swoją funkcję i mogą odejść, albo nie powinny się pojawić w moim życiu i przestrzeni w ogóle.

PS2 Jeden z moich ulubionych wpisów Anny Mularczyk-Meyer o samoakceptacji jest tutaj: http://www.prostyblog.com/2016/12/15-lat-pozniej.html
 

 
Wielu moich znajomych bierze udział w internetowych dyskusjach na temat niedziel wolnych od handlu, dlatego dostaję sporo powiadomień z wątków poświęconych temu zagadnieniu. Osobiście jest mi wszystko jedno, czy centrum handlowe będzie pracowało w niedzielę czy nie, ponieważ nienawidzę włóczyć się bez sensu po zatłoczonych "galeriach" (nie lubię używać tego słowa w kontekście brzydkich molochów) i najzwyczajniej w świecie tego nie robię. Przeważnie mam lepsze rzeczy do roboty i nie muszę robić zakupów w ścisku, zresztą nie wierzę że ktokolwiek MUSI robić zakupy akurat w niedzielę, ale jeśli chce to jest to jego prywatna sprawa.

Inna rzecz, że dyskusja o wolnych niedzielach przesuwa się w kierunku obszarów, które interesują mnie trochę bardziej - mam na myśli zamykanie kin, restauracji, basenów i innych obiektów usługowych. Oczywiście przeżyję zamkniętą knajpę albo basen, ale poniżej zamieszczam chyba najgłupszy komentarz jaki przeczytałam w tym temacie:

"A no właśnie co do restauracji to racja, też powinny być nieczynne. W ogóle co to ma być żeby w święta zamiast jechać do rodziny siedzi się w restauracji. Dla mnie to nie pojęte. Kuźwa, ja funkcjonuje w niedzielę i święta bez sklepów, kin czy restauracji. Niedzielę spędzam z mężem i dzieckiem, jedziemy gdzieś na plac zabaw otwarty na wolnym powietrzu jak jest ciepło. (...) Ja i mój mąż przed ślubem lata temu spedzalismy czas ze sobą ciesząc się że mamy siebie, były wypady nad jezioro, że znajomymi w plener, rozmowy, wieczorne ogniska a nie knajpa, pizza, kino. Ale to właśnie ze jest pogoń za pieniądzem robi z ludzi niewolników. Zapomnieli o sobie nawzajem. Więc jak jeden dzień w tyg miasta ucichnął to nikt z tego powodu nie umrze. A może wtedy ludzie zrozumieją że jest jeszcze coś co nazywa się rodzina!!!"

Ponieważ ta konkretna pani nie ma potrzeby jedzenia na mieście w święta i niedziele, to nikt nie powinien mieć do tego prawa. Ponieważ autorka tego komentarza jedzie w niedzielę do rodziny, to każdy musi, pewno z dyplomatycznym wyłączeniem samotnych staruszków albo innych poszkodowanych, którzy nie mają dzieci. Ponieważ pani nie chodzi w weekendy do kina (w gruncie rzeczy nie wiemy czy dlatego, że nie chce czy dlatego że jej nie stać albo dlatego, że mieszka na jakiejś wsi i do najbliższego kina ma 50 kilometrów), to każdy kto chodzi jest niewolnikiem pieniędzy.

Parę lat temu przestałam obchodzić święta kościelne. Również dlatego, że wzięłam sobie do serca te wszystkie ironiczne komentarzach o ludziach, którzy przez cały rok chodzą do kościoła w najlepszym razie w kratkę, ale obchodzą Boże Narodzenie i Wielkanoc. Pamiętam jak pierwszy raz wymyśliłam, że olewam to wszystko i jadę w góry, po czym cała zestresowana zadzwoniłam do schroniska górskiego zapytać czy oni w ogóle pracują w Wielkanoc i czy działa wtedy kuchnia. Byłam autentycznie przerażona i zestresowana, bo zerwanie z tradycją to duże wyjście przed szereg. Gospodarz był z kolei ciężko zdziwiony moim pytaniem. Kuchnia działała, po prostu trochę krócej, a schronisko było pełne ludzi, z czego najlepiej zapamiętałam szczupłą blondynkę, która samotnie wspięła się na halę z rowerem i pół Wielkanocy przesiedziała pod schroniskiem z grzanym winem i książką. Dużo osób pracujących w usługach jak i korzystających z tych usług po prostu nie utożsamia wolnych niedziel albo świąt kościelnych z jakimikolwiek obrządkami, i po prostu korzysta z wolnego. Część chodzi w tym czasie całą rodziną do Tesco, inni jadą na biwak albo idą do kina. Wprowadzenie zakazu handlu mnie nie boli, ale przez te wszystkie lata od kiedy nie obchodzę świąt, na każdej stacji benzynowej na jakiej kiedykolwiek się zatrzymałam żeby zatankować, wpadałam na elegancko ubranych ludzi wracających z kościółka którzy przyszli na stację kupić sobie czteropak albo flaszkę. Także różnie z tym zakazem handlu i rozumieniem tego pojęcia bywa.

Także nie, nie przeszkadzają mi zamknięte sklepy. Przeszkadza mi jednak, kiedy kogoś całkiem obcego uwiera co jego bliźni robi ze swoim wolnym czasem, tylko dlatego że robi z nim coś zupełnie "niepojętego".
  • awatar Ahura Mazda: @blackberryswirl: Ależ ja to rozumiem i jestem całkowicie przeciwny takim regulacją. Sam znam ludzi którym odpowiada praca w weekend a tym którym nie odpowiadała zmieniły prace. A tańsze bilety w poniedziałki nic by Ci nie dały bo i tak wszystko było by zamknięte ;)
  • awatar blackberryswirl: @Ahura Mazda: Co ze stacjami benzynowymi i aptekami? Bo to te miejsca są jednak priorytetowe. No i nie podoba mi się pomysł z narzucaniem rodzinom, które dni mają spędzać razem. Ja tam wolę poniedziałki. Są wtedy tanie bilety do kina.
  • awatar Ahura Mazda: @blackberryswirl: Raczej nie tyle świątecznie tylko z tego co ja słyszę to chodzi o spędzanie czasu z rodzina, i ze w sklepach pracują ludzie i nie moga tego czasu z rodzina spędzać. Wiec głównie przeciwnicy zakazu handlu w niedziele podają przykład ze skoro sklepy to i wszystkie lokale uslugowe bo tam tez przecież pracują ludzie. Wiec jak zamykać to wszystko ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 


Ona jest perfekcyjna.
  • awatar Szkotka: @blackberryswirl: Mnie się wydaje "sztywna"..
  • awatar blackberryswirl: @Szkotka: No właśnie to jest w niej najlepsze. Wszystko, każdy detal, jest pod kontrolą. Chciałabym mieć taki poziom samokontroli nad własną mową ciała.
  • awatar Szkotka: @blackberryswirl: Zadbana jest... ale ten sposób mówienia. Mam wrażenie jakiegoś zamknięcia i wycofania ;p Plus coś ze zgryzem ;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
148) Para kolczyków, które przetrwały każdą czystkę, ale kiedy tak właściwie je założyłam i próbowałam w nich spędzić dzień były niewygodne i chyba też nieszczególnie twarzowe.

149) Workowata bluzka, którą trzymałam bo ma bardzo praktyczne kieszenie i była perfekcyjna do jeżdżenia na rowerze z telefonem w kieszeni. Ignorowałam fakt, że była uszyta przez markę Atmosphere, którą od jakiegoś czasu "bojkotuję". To duże słowo, więc lepiej jest powiedzieć, że po prostu nie kupuję już ich ubrań, chociaż były bardzo popularne kilka lat temu wśród moich rówieśniczek, ponieważ nie popieram ich praktyk krawieckich.

150) Kolejna książka, do której raczej nie planuję już wracać, w związku z czym może spokojnie zmienić właściciela.


PS Nie masz pojęcia o co chodzi w tym wpisie? Minimalgame to moje wyzwanie na 2017 rok. Próbuję pozbyć się z domu 365 rzeczy, które stanowiłyby dla mnie problem logistyczny i obciążenie, gdybym postanowiła się przeprowadzić. Od 2014 zmieniłam miejsce zamieszkania cztery razy i za każdym razem pozbyłam się przy okazji sporej ilości balastu. Chyba jestem praktykującą minimalistką. Ponieważ moje mieszkanie nie wymaga masowych czystek, pozbywam się pojedynczych przedmiotów, które pojawiły się u mnie na chwilę, ale spełniły już swoją funkcję i mogą odejść, albo nie powinny się pojawić w moim życiu i przestrzeni w ogóle.
  • awatar blackberryswirl: @aeran: Teraz już nie, pewno nawet w historii bym tego nie znalazła. Chyba rok temu oglądałam dokumenty na temat masowej produkcji odzieży i Primark oraz Atmosphere odegrały w nim dość niechlubną rolę. To są po prostu tanie ciuchy szyte w trzecim świecie. Nie są ani lepsi ani gorsi od innych sieciówek, po prostu od jakiegoś czasu wybieram inne marki. W szafie został mi jeden niezniszczalny płaszczyk z Atmo, ta bluzka która właśnie poleciała i będzie od teraz szmatką do ogrzewania transporterka dla moich zwierząt i chyba jeszcze coś, ale nie pamiętam. Muszę im przyznać, że jakość wykonania nie jest najgorsza, ale moje sztuki łatwo puszczały kolory i materiał był przeważnie cieńszy niż grubszy.
  • awatar aeran: Masz jakieś info lub źródła dot. Atmosphere?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W sobotę widziałam na mieście tak zjawiskową piękność, że prawie mi oczy wypadły. Przepięknie ubrana, nie mogłam oderwać wzroku.
  • awatar blackberryswirl: @Ahura Mazda: Ja tez Najmilejszemu pokazuje, ale rzadko sie ze mna zgadza.
  • awatar Ahura Mazda: Moja żona zawsze mnie szturcha w takich sytuacjach żebym nie przegapił ;) tylko niestety nasze ideały kobiet trochę od siebie odbiegają :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W pewnych kręgach w internecie w których dyskutuje się przede wszystkim o górach, pojawiło się dużo materiałów promujących książkę "Himalaistki". Tytuł jest mocno samowyjaśniającysię, ale chodzi o nakreślenie sylwetek kobiet wspinających w Himalajach - zdobywczyń ośmiotysięczników.

Z niektórych komentarzy pod artykułami dowiedziałam się, że kobiety które wolą się wspinać zamiast mieć dziecko są głupie, a kobiety które się wspinają i mają dzieci są nie tylko głupie, ale jeszcze nieczułe i ogółem beznadziejne, bo przecież dzieci za nimi płaczą, a one sobie realizują w tym czasie pasje.

Nie znałam tego tekstu wcześniej, ale trochę się pośmiałam pod nosem, kiedy ktoś pod jednym z utrzymanych w takim tonie komentarzy wkleił odnośnik do bajki o kwaśnych winogronach.
  • awatar blackberryswirl: @Pani-Bożenek: Góry w Polsce są o tyle przystępne, że masa ludzi chodzi z dziećmi i te dzieci są strasznie fajne i zachowują się poprawnie w miejscach typu schronisko. Tylko raz trafiłam na rozwrzeszczane bachory, które nie ogarniały i postanowiły zrobić histerię o brak Internetu i możliwości łapania pokemonów, ale matki przepraszały, że one tak z dziećmi pierwszy raz i nie spodziewały się, że będzie aż tak źle. Także no, ja ogółem góry uwielbiam i tu nie chodzi tylko o dzieci, bo gdyby ktokolwiek mi postawił warunek - albo ja albo góry, to najpewniej wybrałabym góry.
  • awatar Pani-Bożenek: @Mothylarnia: Bezczelność i egoizm do kwadratu :-D
  • awatar Pani-Bożenek: Ja nie po Himalajach, a po Tatrach, ale boję się publicznie przyznać, że chciałabym się dzieci na dzień pozbyć i zmęczyć się. Bo jak się ma dzieci, to wszystko z nimi trzeba, wakacje, kibel i jedzenie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Dzisiaj, drugi dzień z rzędu, oparzyłam się w rękę, tym razem w prawą, tym razem wyciągając z piekarnika zapiekankę szpinakową. Palec wskazujący u tej samej ręki dodatkowo rozcięłam podczas siekania. Wyjątkowo przemocowy weekend. Oparzenie z wczoraj wygląda jak stygmat.

Od kilku dni śnią mi się bardzo przygnębiające rzeczy.
 

 
Oparzyłam sobie nadgarstek o blachę wyciągając tartę gruszkową z piekarnika.

Chciałabym być Elizą Mórawską. To jedna z tych niesamowitych osobistości w polskim internecie, które szalenie mi imponują.
 

 
Myślałam, że takie scenki zdarzają się tylko w podkoloryzowanych historiach z internetu. Ale nie.

Zaczęłam chodzić do Biedronki z powodu Świeżaków, ale to nie tak jak myślicie. Kiedy w Lidlu królowały Stikeez (nawet nie pamiętam czy tak to się pisało), to chodziłam na zakupy do Lidla. Kiedy Biedronka reaktywowała Gang Świeżaków zaczęłam chodzić do ich dyskontów. W zasadzie nie tyle lubię obydwa te sklepy, ile obydwa są dla mnie całkowicie neutralne, a mieszkam dokładnie w połowie drogi między nimi. Zbieram te wszystkie naklejki i figurki, bo motywuję nimi moich małoletnich uczniów. Mam mało dzieciaków na zajęciach, więc fantów z jednego tygodnia wystarcza dla każdego na opanowanie nowej porcji materiału. No i dzisiaj stoję w kolejce po moje naklejki, kiedy nagle poruszenie, bo między kasami zaczął się przeciskać staruszek i chociaż sam niczego nie kupował, to każdą osobę zagadywał o naklejki, bo uzbierał już dla wnuczki, ale teraz wnuczek też chce.

Ogółem śmieszna sytuacja, ale alejki między kasami nie są szerokie, ale za to ściśle wypełnione ludźmi i wózkami, a on się przeciska do każdego zainteresowanego i z typową manierą pociesznego dziadzia każdemu tłumaczy od nowa, że już uzbierał na jednego Świeżaka, a teraz zbiera na drugiego i jak ktoś nie zbiera to czy by mógł mu odstąpić nalepki.

Przez chwilę autentycznie i irracjonalnie się stresowałam, że zapyta mnie dla kogo to niby zbieram i czemu żałuję czterech nalepek dla dziecka.

Ale na szczęście nie zapytał.
  • awatar blackberryswirl: @jamnick: Jeszcze jak ktoś się przeciska bo chce wyjść to okej, w sensie musi. Ale jak ktoś krąży między kasami i zbiera nalepki na Świeżaki, gdzie ja się ledwo mieszczę z wózkiem i dwiema torbami, to jest to troszkę drażniące.
  • awatar jamnick: Odnośnie tych alejek. Rozumiem, że chcieli wstawić jak najwięcej kas i to jest w porządku. Poza tym ktoś, kto idzie do Lidla bądź do Biedronki na ogół idzie tam z zamiarem kupienia czegoś. Ale jeżeli nie kupi się nic? Spróbuj się przecisnąć do wyjścia...
  • awatar Olgaa: Ja dzisiaj dostałam moja pierwsza naklejkę :p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Idźcie na "The Square". To zaskakująco dobry film.
 

 
Tak właściwie to nie chcę się przed nikim chwalić, ale chciałabym żeby ta myśl została uwieczniona na blogu, bo czasami czytam moje archiwum i wspominam stare dzieje.

Dzisiaj dostałam jeden z największych profesjonalnych komplementów jaki mogłabym sobie wymarzyć. Kursantka wykupiła zajęcia ze wskazaniem na mnie jako lektora. Dwa razy więcej godzin niż w zeszłym roku. Mogłam jej zaproponować tylko zajęcia na drugim końcu miasta i jeszcze dwie godziny później niż chciała, alternatywnie mogła zmienić prowadzącego zajęcia.

Odpisała, że zmiana lektora to ostateczność i woli jeździć do mnie na drugi koniec miasta późnym wieczorem. Autentycznie mnie zatkało.

W mojej ekspracy dobijał mnie bezsens wykonywanych zleceń. Firma zatrudniała specjalistów z trzema językami, żeby przeszkolić nas z uproszczonej księgowości, dać nam excela, niekończący się strumień stron z liczbami i kalkulator, żeby sprawdzać zaokrąglenia. I deadline'y. Dość wyśrubowane. Obojętnie jak ładnie nie brzmiałyby nazwa stanowiska i ścieżka kariery, nigdy do końca nie zrozumiałam jaki ta praca ma sens. I do dzisiaj się z siebie śmieję, że traktowałam "możliwość wykorzystania języka obcego w pracy" jako jakiś atut stanowiska czy inne wyobrażenie o prestiżowej pracy. Nauczanie (szczególnie dorosłych, chociaż mam niewielki stały skład dzieci) jest po prostu fajniejsze.
 

 
Trzy lata temu zaczęłam nowe, lepsze życie. Taka mała rocznica.
 

 
Justine Leconte (moja najulubieńsza youtuberka) zrobiła Q&A na swoim kanale. Ktoś zadał jej pytanie w ilu mówi językach, na co odpowiedziała jakby nigdy nic: "Płynnie? W czterech."

Żadnej fałszywej skromności ani chwalenia się. Po prostu w czterech.
 

 
Z podręcznika do ekonomii:

"Przyczyn wulgarności i prostactwa telewizji nie należy szukać w wulgarności i prostactwie telewidzów. Telewizja jest jaka jest dlatego, że właśnie w formach prostactwa, wulgarności i tępoty ludzie najmniej się między sobą różnią. W sferze wysmakowanej, estetycznej, szlachetnej każdy z nas jest inny." (David Foster Wallace)

Interesujące źródło takich cytatów.
  • awatar jamnick: Chwila, proszę, chwila. Oczywiście, że "W sferze wysmakowanej, estetycznej, szlachetnej każdy z nas jest inny.", ale czy przypadkiem (sic!) telewizja publikując, na przykład, pierwszą edycję Big Brothera nie przewidziała - to znaczy ci, którzy to stworzyli, w tym uczestniczyli i puścili na żywioł - że ludzie zaczną inaczej spostrzegać tak zwany świat? ... Równie dobrze mogłabym zapytać, czy pierwszy twórca komputera nie przewidział... ... ale w starożytności tworzono maszyny, przykładowo do obliczania pozycji ciał niebieskich. Mechanizm z Antykithiry: http://b3.pinger.pl/1373cfac891d707f1cab3d20e66627b5/mechanizm_a_komputer.jpg
  • awatar Mothylarnia: @blackberryswirl: Mises napisał ksiazke, gdzie nazywa sie Skrybą Upadku Okcydentu. Pamietam tez biografie Feynmana (fizyk, no ale) gdzie darl łacha z tego, ze ktos moze czytać o systemach filozoficznych i traktowac to powaznie. Czasami odplywają w samozadowoleniu osobistym i czytelnika bardziej niż rasowi poeci romantyzmu
  • awatar blackberryswirl: @Mothylarnia: Powiedziałabym, że trochę za bardzo uderza w samozadowolenie czytającego i ciągle zastanawiam się, czy jest faktycznie sensowne.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Jakiś czas temu znalazłam przepiękne (przynajmniej na zdjęciach) kwatery do wynajęcia w górach, w paśmie które znam głównie z nazwy. A w zasadzie to te kwatery zaczęły obserwować moje trekkingowe konto tematyczne na insta. Trochę się krępowałam, bo miejsce reklamowało się jako baza imprez integracyjnych (a jedna albo dwie osoby to zdecydowanie nie jest impreza integracyjna), ale w końcu napisałam maila czy przyjmują też klientów indywidualnych.

Ostatecznie zdzwoniliśmy się z właścicielem. Okazał się bardzo praktycznym mężczyzną.

Ja: A można zamówić śniadania?
Bardzo Praktyczny Mężczyzna: Jest kuchnia, samemu sobie można zrobić.
Ja: Yyyy, okej. A da się tam podjechać samochodem?
Bardzo Praktyczny Mężczyzna: A ma pani terenowe?
Ja: Nie.
Bardzo Praktyczny Mężczyzna: To się nie da.

Ale na zdjęciach mają tak piękne widoki z tarasu, że życzę im, żeby rozwijali się i w końcu otworzyli pokoje dla klientów indywidualnych.
  • awatar Pani-Bożenek: @blackberryswirl: No lasem ciężko by było. Nie wiedziałam, że to aż tak daleko. Ale samymi polami, jakbyś się uparł -no ale ja mieszkam w takim terenie, więc.
  • awatar blackberryswirl: @Pani-Bożenek: No niee, jeśli nie mają przynajmniej utwardzonej drogi to nie ma opcji wjechać osobówką. Do większości schronisk w moich flagowych, najlepiej znanych pasmach Beskidu da się wjechać terenówką, ale osobówka się powiesi na pierwszym kilometrze. Przykładowo to jest kamera na schronisko na Hali Rysiance - http://www.wgmedia.eu/kamery/schronisko-pttk-na-hali-rysianka-widok-z-jadalni - spróbuj sobie wyobrazić wjeżdżanie na to samochodem innym niż terenowe, a na tym etapie droga jest już dość ubita w porównaniu z wcześniejszymi odcinkami. Paręset metrów niżej jest stacja turystyczna - droga dość ubita, ale nie odważyłabym się wjeżdżać osobówką z uwagi na ryzyko powieszenia samochodu.
  • awatar Pani-Bożenek: Jeżeli śniegu nie ma to osobówką raczej powinno się spokojnie dojechać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Poznałam w tym tygodniu nową kursantkę. Wiek chyba przedemerytalny, bardzo pogodna i zmotywowana osoba. Czasami od pierwszej chwili wiem, że się z kimś polubimy.

Ja: Do czego pani jest ten język tak właściwie potrzebny?
Ona: Aaa, bo wie pani, jak jestem na wycieczce w takim Tokio albo Nowym Jorku to trudno mi się dogadać.

Miłość od pierwszego wejrzenia.
  • awatar heledore babe: Hotel Skalite ;)
  • awatar blackberryswirl: @Szkotka: To w sumie podobnie jak zestaw rad pod pracę biurową. No fajno, praca biurowa to dość szerokie pojęcie, bo mówimy o modułach w SAPie i/albo zaawansowanych funkcjach Excela i/albo kasie fiskalnej i/albo organizacji spotkań i planowaniu i/albo określonych kompetencjach miękkich które wyjdą na pierwszym etapie rekrutacji, bo biuro biurze nierówne. Z językiem jest niestety dość podobnie. Moja ex-korpo rekrutowała specjalistów germanistów. Wyglądało to tak, że jak ktoś umiał z grubsza złożyć zdanie bez większych błędów, to jego niemiecki był wystarczająco dobry. Jeden z moich klientów natomiast miał pecha odbywać ostatni etap rekrutacji przed radą nadzorczą - pytania abstrakcyjne i na czas, zgubiło go tempo reakcji. Angielski ma bardzo dobry, ale za mało "bułkę przez bibułkę". Wtedy zapisał się na kurs.
  • awatar blackberryswirl: @Szkotka: Za dużo zmiennych. Chyba nawet za dużo zmiennych na jeden post. Podstawowe kwestie to: Na jakim jesteś poziomie, kiedy ostatni raz chodziłaś na jakieś zajęcia, czy wolisz w grupie czy solo, ile masz czasu, czy jesteś w stanie motywować się samodzielnie czy potrzebujesz bicza (czyli lektora dyszącego Ci w kark), i najważniejsze - po co? Bo o ile podstawy są dla wszystkich takie same, tak w pewnym momencie trzeba stwierdzić, czy potrzebujesz czegoś do pracy, do certyfikatu (jakiego?) czy do swobodnych, małoabstrakcyjnych small-talków na wakacjach. Jak ktoś nie ma celu i w sumie nie wie po co, to nie wiadomo w co ręce włożyć i na czym się skupić w dłuższej perspektywie. A wybór grupy jak się nie ma celu jest w zasadzie niemożliwy, im mniejsze miasto tym gorzej, więc zostaje lektor albo samouctwo.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Zespół Dr Irena Eris przysłał mi czekoladkę na urodziny.

Korespondencja seryjna i customer service - zespole IE robisz to... sympatycznie, ale w sumie bez sensu?
 

 
Przemyślany strój, dobrane dodatki i staranny makijaż.
Praca wykonana na satysfakcjonującym poziomie.
Posprzątane mieszkanie, niekoniecznie na wysoki połysk.
Spokój ducha i brak stresu na tle, że coś nie jest zrobione, chociaż powinno być.
Wybierz trzy.

A nawet nie dodałam czasu na słuchanie podcastów, czytanie czegokolwiek niezwiązanego z pracą lub chodzenie na rower. Przedwczoraj miałam godzinną przerwę w zajęciach i dylemat, czy szybko wracać do domu i spróbować zrobić coś pożytecznego, czy przejechać się na rowerze po okolicznych polach. Wybrałam jazdę na rowerze. Było chłodno, rześko i powietrze pachniało jesienią. Nie zabrałam słuchawek, więc byłam sama z moimi myślami. W połowie pętli dostałam telefon od klienta, bo pętla pętlą, a elastyczne godziny pracy to drugie.

Poza tym zapowiada się ładna jesień.
  • awatar Pani-Bożenek: Dobrze, że nie mieszkasz na Podhalu, w górach śnieg, u mnie 6 stopni i leje, leje, leje... Aż jeden spacer od 9 września miałam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Trochę było mi szkoda czasu na tę książkę, a trochę chciałam ją przeczytać i w końcu wpadła mi w ręce. "Brud" Piotra C., blogera z Pokolenia Ikea.

W dużym skrócie, jest to powieść którą da się bezrefleksyjnie połknąć w kilka godzin. Jej bohater jest prawnikiem, który cynicznie komentuje zastaną rzeczywistość, zdradza żonę (ale tak bez zobowiązań, bo charakter jego kochanek nie ma znaczenia, w odróżnieniu od stopnia dopasowania ich ubrań, używanych perfum i umiejętności łóżkowych) i podnieca się ceną swoich ręcznie robionych butów. W pewnym momencie bohater chyba (?) zakochuje się w kobiecie, o której czytelnik wie tyle, że ma "intrygujące" zdjęcia na facebooku, lubi żyć intensywnie, co wyraża się w zdradzaniu narzeczonego, i jeździ BMW. Jest to dość zastanawiający zestaw cech, bo gdybym miała opisać samą siebie przez analogię, to na moim zdjęciu w tle pozuję na szczycie Babiej Góry, nie zdradzam mojego narzeczonego i jeżdżę kilkunastoletnim Renaultem. Cokolwiek to o mnie mówi.

Nie chciałabym się wyśmiewać z Piotra C., bo ma rynek na swoje książki, chyba lubi pisać, ma też popularnego bloga, który osobiście mnie śmieszy, ale kiedy ostatni raz sprawdzałam, nie byłam krytykiem literackim. Ale treści przedstawione w "Brudzie" trochę mnie brzydzą, a trochę uważam je za szkodliwe.

Po kolei. Mamy głównego bohatera - dobrze sytuowanego prawnika, żonatego, ojca. O żonie nie wiemy zupełnie nic. Egzystuje gdzieś w tle, narrator pierwszoosobowy nie ma nic do powiedzenia na jej temat. Główny bohater dużo czasu spędza poza domem, często w trasie. Mężczyzna poznaje kobiety, przeważnie dość młode, ale już nie studentki, czasami z nimi sypia, ale to zawsze są eleganckie, piękne kobiety sukcesu, które chodzą na drogich szpilkach i mają idealnie pomalowane paznokcie. I najwyraźniej jest to w porządku, w sensie że tego typu zdrady są "życiowe", bo nikt nie czuje się wykorzystany, a żona jest w tej historii tak przezroczysta, że nie ma sensu zastanawiać się nad jej szczęściem. W książce są też inne wątki, na przykład mętne interesy jednego z klientów głównego bohatera albo drugoplanowa historia sekretarki dążącej ku samozagładzie z nieszczęśliwej miłości. Przy czym ten drugi wątek jest wyjątkowo słaby, bo czytelnik dostaje drewnianą postać Malwiny (chyba?, nie pamiętam), o której emocjach nic nie wiemy, bo ważniejsze są opisy gwałtu analnego. Z którego kompletnie nic nie wynika! Dowiadujemy się, że Malwinę bolało i płakała, ale po wszystkim nadal narzucała się swojemu gwałcicielowi. Takie trochę "Gorzkie gody" w plebejskim, uproszczonym do maksimum wydaniu i bez sensownego zakończenia. W sumie żaden wątek poza historią głównego bohatera nie został zamknięty, co tylko potwierdza moją teorię, że wszystkie postacie i wydarzenia są tylko tłem do popisywania się przed czytelnikami drogimi marynarkami i tapicerką w samochodzie.

I ja się zastanawiam, komu to imponuje. I widzę to z grubsza tak, że jeśli zachłyśniętym czytelnikiem jest kobieta, to w najlepszym razie ma pracę biurową która umożliwia jej noszenie szpilek (prawdopodobnie pierwszą albo drugą, i pracę i parę szpilek), ale za nie więcej niż okolice 2800 brutto, więc puder za 300 złotych robi na niej wrażenie. Możliwe, że kiedyś kupiła w lumpeksie przykrótką sukienkę z Desiguala i poczuła się luksusowa albo logowane spodnie AJ za 15 złotych, przy czym nie przyszło jej do głowy sprawdzić specyfikację metki i zobaczyć, czy nie cieszy ją podróbka w szafie. Chciałaby robić swojemu chłopakowi śniadanie wiedeńskie ubrana tylko w męską koszulę, ale nie ma chłopaka ani blatu z IKEA. Jeśli ma chłopaka i blat z IKEA, istnieje podejrzenie że wynajmuje pokój ze wspólną łazienką i ma współlokatorów. Prawdopodobnie musiałaby też sprawdzić znaczenie pojęcia "śniadanie wiedeńskie". Tłumaczy sobie, że fascynacja stylem życia opisywanym przez Piotra C. nie jest wirtualnym blacharstwem, ponieważ to nie jest tak, że on pisze o pieniądzach, drogich meblach i oliwie do sałatek za 50 złotych, ale o ogarnięciu i inteligencji, które pozwoliły mu na to wszystko zarobić. W sensie, że taka metafora. Te kwoty i marki w treści książki padają zupełnie przez przypadek. Podniosła swój standard życia kupując deskę do krojenia z drzewa oliwnego w TK Maxx i robiąc jej zdjęcie na insta oraz zmieniając fryzjera na dwukrotnie droższego. Swoje najdroższe kosmetyki kupiła trochę taniej w strefie wolnocłowej.

Jeśli zachłyśniętym czytelnikiem jest mężczyzna, to najpewniej buduje swoje poczucie własnej wartości na cenie samochodu oraz ostatniego garnituru który kupił, możliwe że ma służbową Toyotę która jest dużo lepsza niż najlepszy samochód na jakiego byłoby go stać prywatnie (coś o tym wiem - mam auto z 2004 i jak jechałam niedawno taksówką-Mercedesem to przeżyłam szok), opowiada seksistowskie żarty i nie ma szczęścia u kobiet z którymi chciałby mieć szczęście. Prawdopodobnie jak siada, to materiał jego koszuli rozchyla się między guzikami i wtedy można zobaczyć brzuch.


I "Brud" jest w przybliżeniu tak złośliwy, jak dwa powyższe akapity. O przechwalaniu się i emocjach jakie ono wywołuje mówi się już w podstawówce. I o ocenianiu ludzi coś chyba też. A o ludziach opisanych w "Brudzie" ostatecznie prawie niczego się nie dowiedziałam, poza tym na co ich stać.
  • awatar Persephone: @pushthebutton: Mnie na razie nie meczy, wrecz przeciwnie, podoba mi sie ten strumien swiadomosci (nie ze podoba dla podobania, tylko ukazuje jakas prawde), to jest takie wlasnie, jaki jest dzisiejszy swiat-wszystko fastfoodowo podane, bez zaglebiania sie w materie, migawka za migawka, wystawione na widok publiczny, perwersyjne i plaskie. Jest tak napisane, jak te "Trudne sprawy" wlasnie, tylko ze co innego tak wystylizowac tresc i jezyk, a co innego robic taka kupe w prawdziwym zyciu na powaznie za pieniadze. Nie wiem, czemu macie wrazenie, ze on tak na powaznie, byc moze przez blog (?) To jest tak samo sztampowe i wtorne, jak mnostwo profili na Instagramie, jak mnostwo zdjec, jak mnostwo "stylizacji" i "inspiracji"-takie, jaki jest dzisiejszy swiat moim zdaniem. Czy stereotypy? No coz, w kazdym stereotypie jest ziarnko prawdy ;) Przeczytaj, co Ci szkodzi, nie rozumiem takiego bronienia sie-nie przeczytam, bo nie. Ja Greya tez czytalam, zeby moc sie kompetentnie wypowiedziec ;)
  • awatar pushthebutton: tu czytałam fragment plus recenzje potwierdzające moje uczucia po przeczytaniu fragmentu np. "Twór „BRUD” jest jak wymieszanie wszystkiego, co aktualnie „trendy” w Internecie. To mix stereotypów o kobietach i mężczyznach, bogatej „Warszawce” i hołocie z małych miast, memów o blondynkach, „przegrywach i wygrywach”, seriali TVN o „młodych, pięknych i bogatych”, „Trudnych Spraw”, „Ukrytych Prawd” i cytatów Paulo Coelho… Wszystko jest tak wtórne i sztampowe, że męczy już po kilku pierwszych stronach. "
  • awatar pushthebutton: @Persephone: o nie! greya czytałam fragment rozdziału w WO i pod każdym względem był chujowy ;) (i treści - nie potrzebuję porno dla gospodyń domowych, jestem dość dorosła na normalne ;) i języka) tam nie było analizy czy autor jest dupkiem czy tylko pisze o dupkach ;) nie było potrzeby przekonywania się
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (29) ›
 

 
Kiedy zakładałam tego bloga miałam pracę o charakterze mocno dorywczym i maleńką Zieloną Kuchnię w której ledwo byłam w stanie się obrócić. To było ponad dwa lata temu i dużo wtedy gotowałam. Najpewniej zabrzmi to wrednie w uszach kobiet, które są przede wszystkim gospodyniami domowymi, ale dbanie o mieszkanie, ustawianie kwiatów na stole, równiutkie składanie ubrań i gotowanie obiadów było dla mnie formą uciekania od myśli o powrocie do pracy i nie mogę powiedzieć, żebym się przy tym szczególnie przepracowywała. Najgorzej wspominam wnoszenie baniaków z wodą na trzecie piętro, dopóki nie dojrzałam do decyzji o piciu wody z kranu. Moja przerwa w pracy przypominała zabawę w dom, polegającą na pieczeniu ciast, robieniu sytych kanapek do pracy i zbieraniu polnych kwiatów w drodze ze sklepu.

Potem wyprowadziłam się z mieszkania z Zieloną Kuchnią do Mieszkania Z Poddaszem. W Mieszkaniu Z Poddaszem kuchnia była zdecydowanie większa, miałam w końcu do dyspozycji rozsądnych rozmiarów blat i przepiękny widok z okna, ale im więcej pracowałam tym mniej gotowałam, aż w końcu osiągnęłam etap, w którym nieszczególnie pamiętam, kiedy zrobiłam coś innego niż kawę.

Na Bałkanach podjęłam decyzję, że wracam do gotowania. Jedzenie na mieście rzadko mnie cieszy. Niedawno szukałam najlepszej restauracji w Trójmieście i pewien koleś w recenzji jakiegoś niepoprawnie drogiego przybytku, którego menu musiałam czytać ze słownikiem napisał, że "fondue zaledwie poprawne". I dokładnie tak się czuję, kiedy jem poza domem - dostaję jakieś smaczne, apetycznie podane jedzenie w ładnym miejscu, a wsuwam to na czas, bo mi się spieszy i to tylko obiad.
  • awatar Persephone: True story
  • awatar vanja90: Ja uwielbiam gotować i bez fałszywej skromności muszę przyznać, że wychodzi mi to całkiem nieźle. W związku w tym zauważyłam ostatnio, właśnie podczas wyprawy na Bałkany, bo w Trójmieście siłą rzeczy mam sprawdzone miejsca, że tak naprawdę nie lubię jeść na mieście i mimo, że dobre jedzenie (niestety!) uwielbiam to zazwyczaj restauracyjne menu nie spełnia moich oczekiwań. Prawie zawsze dochodzę do wniosku, że ja bym to zrobiła lepiej. I nie mówię tu o żadnych wyszukanych potrawach. Naprawdę staram się do tego tak nie podchodzić, bo przez to czynność z założenia przyjemna, jaką jest stołowanie się na mieście, zamienia się w cykl rozczarowań...Ale co ja poradzę na to, że sama siebie rozpieściłam dobrym jedzeniem? I wcale nie pomagają tu coraz częściej słyszane komentarze mojego chłopaka, że "nawet spoko ta karkówka, ale Ty byś ją zrobiła o wiele lepiej" :D
  • awatar Gość: @ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Ty chyba nic innego nie czytasz tylko wiadomości SMS i blogi, to nie masz pojęcia o różnicy poziomów i wydaje Ci się hahahahaha że tu jest wysoki. Hahahahaha dziecko z pokolenia emotikonów i krótkich wiadomości zachwyca się zwykłą umiejętnością pisania zdań. Hahahahaha
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Mały lokalny przedsiębiorca bezskutecznie szuka pracownika. Tak się składa, że poszukuje osoby o moim wykształceniu, doświadczeniu i umiejętnościach miękkich. Gdybym nie miała pracy to pewno rozważyłabym wysłanie CV, ale ponieważ mam pracę to tylko przyglądam się z boku perypetiom pana dyrektora. A jest się czemu przyglądać, bo koleś intensywnie wrzuca swoje ogłoszenie na lokalne tablice i jeszcze intensywniej wałkuje temat swoich beznadziejnych poszukiwań w jakichś losowych wątkach, które luźno można powiązać z jego sytuacją - sytuacją biednego przedsiębiorcy, któremu wiatr zawsze w oczy.

Już pomijając kwestię wściekłej, bardzo dyskusyjnej interpunkcji, niechlujstwa i ordynarnego nadęcia, które powodują, że nie chciałabym pracować u tego kolesia, to facet jest niepoważny. Nie dlatego, że ma wyżyłowane oczekiwania, bo jeśli chodzi o dyplom i doświadczenie to nie chce cudów, ale wymaga, żeby jego pracownik przez pierwsze kilka tygodni jeździł na bezpłatne szkolenia z w-sumie-nie-wiadomo-czego, a potem zasuwał do głównej siedziby na jakiś odcięty od boga i ludzi wygwizdów z własnym komputerem, bo służbowych pan dyrektor nie przewidział. Przy stawce, którą bez większych trudności da się osiągnąć na kasie w dyskoncie, i to bez konieczności wożenia własnego laptopa zimą na koniec świata.

Ale to ciągle byłoby akceptowalne, bo pan dyrektor ma prawo szukać idealnego pracownika w opór, przy czym koleś bardzo negatywnie wypowiada się w internetach o osobach, które wysłały mu CV. Szczególną antypatią darzy ten ewenement, którzy jak słyszy gdzie mieliby dojeżdżać, za ile w skali miesiąca i na jakich warunkach, to zamiast całować pana po stopach rezygnuje z dalszej rekrutacji.

Zimno mi się od tego robi, bo ta oferta jest naprawdę bardzo słaba (zlecenie, a z godzin nie wychodzi nawet pół etatu), i ja nawet jestem skłonna uwierzyć, że faceta naprawdę nie stać na danie komuś całego etatu na sensownych warunkach, ale nie powinien też oczekiwać, że ktoś będzie tyrał na jego mały, najwyraźniej mało dochodowy biznesik. I kategorycznie nie zgadzam się na wychodzenie z założenia, że studentowi, za bardzo konkretną, wymagającą określonych umiejętności pracę, można płacić czapkę drobnych, a on się jeszcze powinien uśmiechać, że ktokolwiek w ogóle raczył rozważyć jego kandydaturę.
  • awatar mojaparanoja: @blackberryswirl: raj. Kurde :-)
  • awatar blackberryswirl: @mojaparanoja: Najgorsze jest chyba epatowanie stawką godzinową. To i jeżdżenie z własnym komputerem. Stawka godzinowa jest wysoka, ale tych godzin będzie tak może z 8-10 w tygodniu, rozstrzelone, mocno uzależnione od przymusowych wolnych w okresach świątecznych. Z matmy wychodzi mi, że pensja trochę poniżej minimalnej krajowej, ale bez większych szans na dorabianie na innych zleceniach.
  • awatar mojaparanoja: Wkurzające podejście
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Czasami kiedy czytam czyjąś smutną historię na pingerze zastanawiam się, jaka jest perspektywa oprawcy (?). Chciałabym poznać tę samą opowieść z perspektywy "nieczułego mężczyzny", "obłudnej przyjaciółki", "toksycznej matki" albo "leniwej koleżanki z pracy". Ostatecznie są to tylko jakieś figury, bohaterowie drugo- lub trzecioplanowi, pozbawieni własnego głosu, tła, narracji. Czasami chciałabym wiedzieć, nawet nie tyle jak daną historię widzi jej schwarzcharakter albo jak próbuje nią manipulować, ale jak sobie tłumaczy swoje okrucieństwo.

Mam dzisiaj urodziny. To idealny moment, żeby odebrać rano telefon od "mojego oprawcy". Rozmowa trwała jakieś trzy minuty fałszywych, podszytych pogardą życzeń, a myślę o niej od dziewięciu godzin, bo tak działa jad. No i siedzenie na lotnisku bardzo sprzyja rozważaniom.

Nie jesteśmy tym co nam wyrządzono.
  • awatar muu.: Najlepszego! Też mam często takie rozkminy.
  • awatar Persephone: Najlepszego!
  • awatar CzarnaJakŚnieg: "Nie jesteśmy..." - to sobie czesto powtarzam. Nie chcę wiedzieć, jaka jest jego wersja, jak on to sobie tlumaczy, nic to bowiem nie zmieni, co sie stalo, sie juz nie odstanie. Ale brakuje mi "closure", chocby slowa przeprosin. Czasem jednak trzeba i bez tego dac sobie rade - a ze mi nie wychodzi - coz... Wszystkiego najlepszego, jak najmniej jadu x
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›