• Wpisów:481
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:wczoraj, 17:01
  • Licznik odwiedzin:12 529 / 793 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Pierwszego dnia trekkingu dopadła mnie burza - taka z piorunami rozświetlającymi ciemne od ciężkich chmur niebo i grzmotami podnoszącymi włoski na karku. Moja pierwsza. Oberwanie chmury zalało mnie przez wszystkie warstwy ubrań. Bluzy nie udało się dosuszyć w schronisku, śmierdziała niemytym ciałem i zgnilizną do końca wyjazdu, dopóki nie wrzuciłam jej do pralki.

Nie jestem pewna czy to normalna refleksja, ale kiedy burza przetaczała się nad moją głową, to nie czułam strachu. Czułam, że żyję.
 

 
Jakiś czas temu koleżanka uświadomiła mi, że przyszła panna młoda nie powinna angażować się w organizację swojego wieczoru panieńskiego, i to świadkowa powinna być odpowiedzialna za budżet i egzekucję planu działania. Całe życie byłam w błędzie. Przy czym nie obchodzi mnie jak bardzo na bakier będę z tradycją, bo od dawna mam w głowie koncepcję i kosztorys, który zamierzam zrealizować z własnej kieszeni, ponieważ nie wyobrażam sobie, żeby moi GOŚCIE mieli wykładać na mój wieczór panieński. Z jednej strony mam na tyle zaufania do moich najbliższych znajomych, że podejrzewam, że oszczędziliby mi tłustych ciast w kształcie genitaliów i rozwodnionych drinków w jakimś zbyt głośnym na moje preferencje klubie, ale też dokładnie z tego powodu nie wyobrażam sobie obciążania ich kosztami moich fanaberii i wyobrażeń o dobrze spędzonym czasie.

To dobre miejsce na anegdotę. Dwa lata temu ja i moja koleżanka z eks-pracy wybrałyśmy się w góry, a później zeszłyśmy do doliny do przyhotelowego SPA. Nic bardzo ekstrawaganckiego - dwie sauny, w tym sucha regularnie zalewana przez gości, którzy nie potrafią uszanować obowiązku siedzenia na ręczniku, niewielki basen w jakimś fantazyjnym kształcie przypominającym ławkę Gaudiego i jakuzzi z widokiem na las. Koleżanka z eks-pracy bardzo połechtała moje ego mówiąc, że tak wyobraża sobie mój wieczór panieński - trekking górski, a potem pobyt w jakimś hotelu z basenem. I ja to widzę dość podobnie, bo i nie każdy hotel z basenem to Irena Eris Medical Spa, żeby wykładać na to dwa razy tyle co za nakrycie dla gościa weselnego.

To dobre miejsce na drugą anegdotę. Dwa lata później ta sama koleżanka z eks-pracy opowiedziała mi o najgorszym planie wieczoru panieńskiego z jakim się spotkała. Plan wymagałby całonocnych szaleństw i przejechania jakichś 300 kilometrów PKP, a jego szacowany koszt to 200 złotych od osoby, w sensie - od gościa, bez uwzględnienia noclegu. Żadna z zaproszonych dziewczyn nie chciała się na to zgodzić, przez co doszło do jakiegoś mikrokwasu, bo świadkowa była jeszcze młoda i dynamiczna, a reszta dziewczyn była już w tym wieku, kiedy lubi się przed północą przyłożyć głowę do poduszki. Ja też już jestem w tym wieku i naprawdę byłabym mocno podminowana, gdyby mój wieczór panieński miał polegać na piszczeniu przez okno limuzyny i "tańczeniu" do "Despacito".

Dlatego stworzyłam mój plan i budżet. Żeby moi goście faktycznie byli gośćmi, żeby nikt nie czuł się zobligowany płacić za cokolwiek, żeby uniknąć ciast w kształcie penisa i nieudanych zdjęć z nieudanej imprezy.


Mam już duże problemy z moją listą gości, to na pewno. Wiele moich starych znajomości straciło oryginalny kontekst i nie wiem, czy miałabym o czym rozmawiać z koleżankami ze studiów. Niedawno pomyślałam, że to bardzo przykra historia - trzymałyśmy się razem, kiedy byśmy spłukane, nieogarnięte i miałyśmy żenujące perypetie z chłopakami, a potem się to wszystko rozeszło. Od kiedy nie jestem spłukana, mam jakiś plan działania na życie i jestem szczęśliwie zakochana nie czuję się dobrze rozmawiając o chłopakach i sesji egzaminacyjnej. W sumie to nie wiem co dzieje się u moich najulubieńszych osób ze studiów. Ktoś wyemigrował. Ktoś znalazł sobie chłopaka, którego nie umiałam polubić. Ktoś po prostu przestał odpisywać na moje wiadomości. Ja wyjechałam na drugi koniec kraju, to moja cegiełka z rozbiórki znajomości. Jeszcze jakiś czas temu myślałam, że mój wieczór panieński będzie szansą na poznanie ze sobą wszystkich najważniejszych kobiet w moim życiu, ale teraz w sumie nie wiem czy moje stare koleżanki będą umiały mnie polubić.
  • awatar muu.: @blackberryswirl: żem przeoczyła odpowiedź. Good point, może faktycznie z drugiej strony wyglądało to nieco inaczej? Cóż, jest chyba tylko jeden sposób, żeby to sprawdzić ;)
  • awatar blackberryswirl: @muu.: Pytanie brzmi, czy ona ma świadomość, że przestała odpisywać pierwsza. Mam trzy koleżanki ze studiów, które były mi naprawdę bliskie. Nie wiem która z nas przestała się odzywać pierwsza. Dałabym sobie obciąć rękę, że się starałam, ale nie wiem czy to tak samo wygląda z drugiej strony. Jestem też pełna obaw, że mogłyśmy się zmienić tak bardzo, że po prostu byśmy się teraz nie polubiły. Od czasu przeprowadzki mam trochę nowych znajomości i w tym momencie wydają mi się bardzo wartościowe, bo jesteśmy na tym samym etapie w życiu i po prostu kontekst sprzyja wspólnemu spędzaniu czasu.
  • awatar muu.: Ja ma taką znajomą, z którą kontakt urwał mi się dwa lata temu i chciałabym to odnowić (bardzo fajnie mi się z nią gadało), ale po prostu nie wiem jak, bo jakoś tak dziwnie po tym całym czasie napisać "hej, co tam?". Nie chcę też się narzucać, bo to jednak ona przestała odpisywać na wiadomości, nie ja.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Jeszcze trzy dni i Karkonosze. Znalezienie w Karpaczu i okolicach hotelu, który nie miałby koszmarnych recenzji i był troszkę tańszy niż Gołębiewski zajęło mi jakieś dwadzieścia godzin.
  • awatar muu.: ...end ciąg dalszy! Co do oznakowań, to moim zdaniem są ok, pomimo całodniowego łażenia po jakichś bocznych ścieżkach w okropnie deszczowy dzień z tragiczną widocznością (to było zresztą wtedy, kiedy to spałyśmy na przełęczy Okraj ;)) naprawdę ciężko było zgubić drogę, a w ładne, słoneczne dni to w ogóle bajka.
  • awatar muu.: @blackberryswirl: hm, ja bym się nie zgodziła raczej, ale mam taki karkonoski bias ;) Sypiam zwykle w schroniskach "Pod Łabskim Szczytem" (bardzo sympatyczna atmosfera) i "Odrodzeniu" (do niedawna miało raczej dość słabą opinię, ale wraca do gry, ja je osobiście uwielbiam) i oba polecam, warunki są naprawdę przyjemne i oborze te ceny - 30 zł (jakiś czas temu chyba nawet 20 parę było) - i masz komfortowy dwuosobowy pokoik, a nie miejsce na śpiwór w przejściu między łazienką a kuchnią. Zgrzyt był tylko w schronisku "Na przełęczy Okraj", które i tak cieszy się średnią opinią - przyszłyśmy z przyjaciółką na wskroś przemoczone i zziębnięte, temperatura za oknem spadła do kilku stopni, a obsługa nawet nie pomyślała o włączeniu ogrzewania. W efekcie całą noc telepałyśmy się z zimna w łóżkach, a rano nasze rzeczy były dokładnie tak samo mokre, jak dzień wcześniej.
  • awatar blackberryswirl: @muu.: Ja właśnie słyszałam opinie, że schroniska są skandalicznie niskiej jakości, że oznakowania do bani i tylko stopień trudności jest niski i przyjemny.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Kiedy byłam w szkole podstawowej i bardzo źle szło mi na wf-ie (byłam beznadziejna w bieganiu i każdym sporcie wykorzystującym piłkę, a więc we wszystkim co robiliśmy na lekcjach), mama powtarzała mi, że lepiej mieć w głowie niż w nogach. To "pocieszenie" działało bardzo dobrze, dopóki nie zdałam sobie sprawy, że jest kompletnie bez sensu i wiele moich ulubionych rzeczy wymaga sprawności fizycznej i mocnego, zdrowego ciała.

Zrobiłam naprawdę świetny trekking w miniony weekend. 44 kilometry po górach. Miałam moją ulubioną, upalną pogodę i nocleg z basenem, który wcale nie był imponujący (wręcz przeciwnie), ale miał zimną wodę, idealną do zanurzenia się po wysiłku. Gorce i Beskid Wyspowy są śliczne.
  • awatar Mi ki <3: Uwielbiam góry
  • awatar Mi ki <3: Też tak uważam
  • awatar muu.: @hahahalszka: @blackberryswirl: @Persephone: ja też miałam podobnie. Przez wyjątkowo urozmaicony program wf w szkole symbolem aktywności fizycznej stała się dla mnie piłka, której nienawidziłam i która kompletnie zohydziła mi ideę sportu, mimo że przecież lubię chodzić, biegać, jeździć na rowerze i łyżwach. Ale jakoś wf wmawiał mi, że liczy się tylko piłka, piłka i, dla odmiany, piłka, w której to szło mi całkiem tragicznie, przez co w kółko musiałam wysłuchiwać utyskiwań nauczyciela i klasy. W efekcie jakoś w połowie II liceum kompletnie przestałam chodzić na wf.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Po Internecie krąży taki obrazek, chyba zrzut z Tindera albo jakiegoś portalu randkowego. Nie ma zdjęcia, tylko podpis: "mam X wzrostu, ważę Y kilogramów, szczupła budowa ciała". Gdziekolwiek ten obrazek nie wycieka, w komentarzach wybucha gromki śmiech, że przy tym wzroście i tej wadze "szczupłość" nie jest osiągalna, chyba, że ma jakieś pół metra w bicepsie.

Kimkolwiek jest i jakkolwiek wygląda ta dziewczyna, ma mój wzrost i moją wagę, co spowodowało, że zaczęłam kwestionować moją budowę ciała i dystrybucję tkanki tłuszczowej.

W każdym razie trochę przykra, śmieszna historia.
 

 
W poniedzialek wrocilam z niesamowicie udanego trekkingu w Beskidzie Slaskim z kolezanka z eks-pracy.
We wtorek pojawila sie okazja zrzutki na paliwo i wyjazdu w Gorce. Godzine pozniej mialam nocleg i rozrysowane trasy. Mialam byc tylko ja i szlak, hashtag me-time, hashag self-care.
Dwie godziny pozniej odezwala sie kolezanka w sprawie weekendu. Zaczelysmy zgrywac dojazdy z dwoch koncow Polski, bo nie chcialam juz odwolywac moich rezerwacji.
Jutro jade. Znowu bylam w domu na trzy dni przepakowac torby, zrobic pranie i troche popracowac.
  • awatar muu.: Chciałam kilka razy jechać w Gorce, ale Tatry mają zbyt mocną siłę przyciągania coś jakoś :D
  • awatar Pani-Bożenek: A ja mam tak blisko Gorce, chodziłam pod nimi do szkoły i byłam tam tylko 2 razy!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Do pociągu którym właśnie jadę wsiadła trójka starszych osób, jeszcze nie emerytów, ale raczej 55+. Mieli miejscówki na trzy zajęte już miejsca, w tym moje. Inspekcja biletów wykazała, że zgadzają się miejsca i wagon, tylko nie zgadza się pociąg. Bilety były na TLK, a wsiedli do pendolino.

Pendolino jechało w tym samym kierunku, ale w sumie szybciej i drożej, w każdym razie wywiązał się problem, że pociąg do Warszawy to pociąg do Warszawy, a PKP to PKP, a ja w sumie jestem młoda, więc mogłabym postać. Trzy godziny. Nawet gdybym nie była powykręcana bólem mięśni od trekkingu, to raczej bym się nie zgodziła. Pozwoliłam sobie wyrazić sprzeciw, również obsługa konduktorska pozwoliła sobie wyjaśnić różnicę w cenie, powietrze w wagonie skwaśniało. Państwo zostali wysadzeni na najbliższej możliwej stacji.

W Warszawie do tego samego wagonu wsiadł młody, dynamiczny, z eleganckim neseserem. On też miał bilet na TLK i w sumie też nie zauważył różnicy.
  • awatar Mothylarnia: Jako młoda dynamiczna bez nesesera też kiedyś wlazłam do tlk zamiast do regio. Sęk w tym, że regio często mają przedziały w stylu tlk :< Ale wysiadłam w Gnieźnie i się przesiadłam, bo zaraz za Poznaniem była kontrola biletów (na moje szczęście). Natomiast Ty masz niebywałego pecha do spotykanie stetryczałych bezczeli :|
  • awatar Mi ki <3: Za granicą pomimo że jest wiele pociągów które jadą w tą stronę różnią się tym że są bezpośrednie albo przesiadkowe i często zachodzą zmiany w planie jazdy nie ma pomyłek:) myślę że to zależy od łatwego sposobu informowania klientów.. w Polsce też bym wsiadła w ten nieprawidłowy i nie widziałabym różnicy nawet jeśli ona nie jest taka ,,subtelna ,, :D :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Parę, a nawet wiele lat temu, rzeczą nie do pomyślenia byłoby wyłożenie 200 złotych na paliwo (nawet gdybym miała wtedy prawko), skoro bilet kolejowy na tym samym dystansie ze zniżką kosztowałby 30 złotych, plus minus czapka drobnych. Teraz, na myśl o 10 godzinach w śmierdzącym, zatłoczonym, brudnym, niedogrzanym albo przegrzanym TLK robi mi się słabo. Nie mogę zabrać na trekking samochodu (nie robię pętli), w preferowanych godzinach nie jedzie też żaden pociąg o wyższym standardzie. Dlatego wzięłam kuszetkę. Za trzy razy tyle, ile wynosi normalna cena biletu.

Parę tygodni temu rozmawiałam z jakąś dziewczyną o pendolino. Dla mojej rozmówczyni to był taki drogi, ekskluzywny pociąg dla mieszkańców Polski A, a w najlepszym razie upper managementu. Nie była przekonana, kiedy powiedziałam, że do Warszawy ze zniżką dla studentów wychodzi taniej niż TLK. Nie wiem też czy to sprawdzi.

Kiedy ostatni raz zdecydowałam się na TLK, jechałam obok bardzo otyłego mężczyzny, który zajmował całe swoje siedzisko i po jednej trzeciej siedzisk po bokach. Drażnił mnie brak miejsca, ale przede wszystkim kontakt z obcym, mokrym od potu ciałem. W przedziale jechał jeszcze choleryk narzekający na panią z pieskiem. Piesek jechał na podłodze i był bardzo grzeczny, wtulając się w nogi swojej pani i zajmując tak mało powierzchni, jak to było możliwe. Pan choleryk narzekał, że brzydzi go obecność psa, pani z pieskiem tłumaczyła, że jej bokser ma bilet i nie jest jej winą, że pociąg jest zatłoczony. Pan choleryk zrzędził z tak porażającą konsekwencją, że w końcu pani z pieskiem nie wytrzymała i wypaliła, że z psem czy bez i tak będziemy się wszyscy kisić jak "jebane sardyny". Popłakałam się ze śmiechu, a pan choleryk w końcu przestał jęczeć.

Poza tym, w TLK nie ma kontaktów i nie mogę ładować telefonu. Duży minus.
  • awatar tiruriru: kupując bilet na pendolino jakiś miesiąc wcześniej można dostać bilet naprawdę tanio (osobiście nie jechałam, ale takie info dostałam od podróżników, którzy sobie zafundowali bilety za mniej niż 60 zł a może nawet i 50 zł :)) Też już się tyle przez ostatnie 10 lat najeździłam, że teraz jak mam w perspektywie spędzić pół dnia w podróży, dodatkowo nie jadąc bezpośrednio... to jestem chora :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dwie pulchne dziewczynki piszczą za kotarką przebieralni w lumpeksie. Naciągają na siebie koronkowe, wyzywające bluzki, uszyte z myślą o kobietach dużo starszych i dużo szczuplejszych od nich. Mogą mieć około dziewięciu, jedenastu lat, i nie towarzyszą im żadni dorośli.

Dwie pulchne dziewczynki chcą być ładne i seksi, nie wiem czy użyłyby słowa "stylowe", w każdym razie mierzą ubrania, których raczej na pewno nie wybraliby dla nich rodzice. Jest w tym coś takiego rozczulającego, ale jednocześnie wulgarnego i bez sensu. Dwie pulchne dziewczynki są w tym niewdzięcznym wieku, kiedy ubranka dla dziewczynek są już za słodkie i zbyt mdłe, a ubrania dla nastolatek dziwnie opinają się na dziecięcych, otłuszczonych brzuszkach.

Mierzę bluzki na siłownię w kabinie obok i zastanawiam się, jakie teraz obowiązują ideały kobiecości dla małych dziewczynek. Dobrze pamiętam, że kiedy miałam dziesięć chciałam być seksi, chciałam nosić kuse ubrania, stringi i koronkowe staniczki, chociaż nie potrafiłabym powiedzieć skąd mi się to wzięło. Nie przypominam sobie, żeby ktoś wziął na siebie moją edukację seksualno-estetyczną i wyjaśnił, że brokat, dużo brokatu, i print w kształcie dłoni odbitej na tyłku na jeansach to niekoniecznie dobry i stosowny pomysł. O ciele się nie mówiło, a taki śmieszny przedmiot o nazwie Wychowanie Do Życia to była k... pina z logiki. Chyba każda dziewczynka chciała być jak młoda Britney Spears, chociaż nieszczególnie każda mogła taki efekt osiągnąć. Przez jakiś czas królową pszczół była Żaklina (imię zmienione), która była trochę podobna do Britney i mogła patrzeć na resztę z góry. Albo tylko tak mi się wydawało, bo nie byłam fajna. Pamiętam jednak, że moja niechęć do Żakliny była tak głęboka i tak irracjonalna, że wiele lat później ucieszyłam się, kiedy nie dostała się na studia (w małej miejscowości takie wiadomości szybko się rozchodzą).

Ostatecznie nie wiem, czy dwie pulchne dziewczynki kupiły swoje kuse wdzianka. Mam nadzieję, że nie. Bo nawet jeśli przez chwilę wyglądały i czuły się w nich trochę doroślej, a przynajmniej trochę bardziej nastoletnio, to pierwsza krytyczna refleksja obnaży wszystkie słabości ich młodziutkich ciał w konfrontacji z krojem ubrań dla strzelistych, szczupłych dwudziestolatek.
 

 


Jeden z moich ulubionych kanałów w ostatnim czasie. Mike Tornabene jest niesamowitą osobowością na yt.
 

 
Tydzień przed planowanym trekkingiem dowiedziałam się, że jedno z moich ukochanych, wychuchanych zwierząt musi mieć podawany antybiotyk przez najbliższe dziesięć dni. Jedna dziesiąta tabletki A, jedna trzecia tabletki B, jedna czwarta kapsułki C, nic szczególnie przyjemnego, już abstrahując od lęku o jej zdrowie i życie. Miałam niewiarygodnie dużo szczęścia, że w zeszłym roku spotkałam jedną z najmilszych i najlepszych osób, które kiedykolwiek dane mi było poznać. Mój trekking został uratowany.

W związku z czym, dwa dni przed wyjazdem zaczęło mnie drapać w gardle, a dzień przed wyjazdem jestem nisko funkcjonująca, zakatarzona, ale jednocześnie zdeterminowana wejść na tę górę nawet z workiem chusteczek higienicznych na plecach.
 

 
"Co się dzieje zatem z mężczyznami, tymi 40-, 50-, 60-latkami? Samce alfa, które znakomicie się czują u biznesowych i politycznych sterów, tacy, którzy potrafią zarobić na komfortowe utrzymanie rodziny, to znikomy (2–3) procent populacji. Zorganizowany wedle „męskich”, ostro rywalizacyjnych reguł świat pracy wielu mężczyzn mieli na swoje ofiary (w USA podawano, że aż 80 proc. mężczyzn uważa swoją pracę za pozbawioną sensu i uciążliwą, w Polsce ok. 40 proc. mówi, że są z niej średnio zadowoleni lub w ogóle nie). Ostra walka (teraz również ze świetnie wykształconymi i ambitnymi kobietami) sprawia, że słabną w sensie ścisłym: żyją średnio 7 lat krócej od kobiet, częściej podejmują próby samobójcze, częściej pokonuje ich rak i zawał, nawet różnice w zarobkach między kobietami i mężczyznami stopniowo się wyrównują. I doznają tego, co w ich mniemaniu męskość kwestionuje najboleśniej: kłopotów z potencją.
Jacek Masłowski, filozof, terapeuta, prezes coraz aktywniejszej fundacji Masculinum, która zapowiada walkę z feministycznymi stereotypami, mówi w wywiadach, że dla wielu mężczyzn praca stała się złudnym sposobem na zbudowanie własnej wartości. Alibi na nieobecność w domu, azylem. Bo też nie mają oni własnego miejsca w domu. Nie wiedzą nawet, jak ta męska przestrzeń miałaby wyglądać."

Więcej: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1540863,2,faceci-sa-do-niczego.read
  • awatar pushthebutton: Polecam książkę Masłowskiego i Kwaśniewskiego "Czasem czuły czasem barbarzyńca"
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jakiś czas temu zauważyłam, że dziewczyny i kobiety które najczęściej żalą się na brak koleżanek i trudności w utrzymaniu dobrych relacji z przedstawicielkami swojej płci, najgłośniej i najbardziej ostentacyjnie wygłaszają negatywne opinie na ich temat. Najpierw źle się wypowiadają o ciele, poglądach, zainteresowaniach albo stylu życia potencjalnych koleżanek, a potem są zdziwione, że koleżanek nie mają.

Edit. Po kilku minutach przemyśleń nad mopem zdecydowałam się dodać disklejmer, że komentarz nie dotyczy jakiejkolwiek użytkowniczki pingera, a wyłącznie scen z życia i narzekań na wrogie środowisko pracy poprzedzone narzekaniami na głupie kozy z biura.
 

 
127) Przejrzałam i uporządkowałam moje zdjęcia cyfrowe. Większość wyleciała, ale po niecałych trzech godzinach wspominek mam sensowne, podatowane i ponazywane albumy. W latach 2008-2014 dbałam o to na bieżąco, a potem mi się to trochę posypało. Kiedyś robiłam też zdecydowanie więcej fotek niż teraz, dużo częściej stawałam też przed obiektywem. Moja niesamowita koleżanka z uczelni zrobiła mi wtedy masę przepięknych zdjęć o których zdążyłam zapomnieć. Przejrzenie tych zdjęć było naprawdę dobrym pomysłem na sobotnie popołudnie.

PS Nie masz pojęcia o co chodzi w tym wpisie? Minimalgame to moje wyzwanie na 2017 rok. Próbuję pozbyć się z domu 365 rzeczy, które stanowiłyby dla mnie problem logistyczny i obciążenie, gdybym postanowiła się przeprowadzić. Od 2014 zmieniłam miejsce zamieszkania cztery razy i za każdym razem pozbyłam się przy okazji sporej ilości balastu. Chyba jestem praktykującą minimalistką. Ponieważ moje mieszkanie nie wymaga masowych czystek, pozbywam się pojedynczych przedmiotów, które pojawiły się u mnie na chwilę, ale spełniły już swoją funkcję i mogą odejść, albo nie powinny się pojawić w moim życiu i przestrzeni w ogóle.
 

 
119-126) Rzeczy. Nie mam dzisiaj sił ani ochoty rozpisywać się na temat przedmiotów, które poleciały na śmietnik.


PS Nie masz pojęcia o co chodzi w tym wpisie? Minimalgame to moje wyzwanie na 2017 rok. Próbuję pozbyć się z domu 365 rzeczy, które stanowiłyby dla mnie problem logistyczny i obciążenie, gdybym postanowiła się przeprowadzić. Od 2014 zmieniłam miejsce zamieszkania cztery razy i za każdym razem pozbyłam się przy okazji sporej ilości balastu. Chyba jestem praktykującą minimalistką. Ponieważ moje mieszkanie nie wymaga masowych czystek, pozbywam się pojedynczych przedmiotów, które pojawiły się u mnie na chwilę, ale spełniły już swoją funkcję i mogą odejść, albo nie powinny się pojawić w moim życiu i przestrzeni w ogóle.
 

 
Miałam jakiś (chyba) kompletnie pozbawiony fabuły sen, z którego zapamiętałam tylko jeden motyw - chciałam wyruszyć w podróż, kiedy nagle uświadomiłam sobie duży problem. W śnie jestem obładowana rzeczami, których jednocześnie nie potrzebuję, ale nie potrafię ich wyrzucić.

Kiedy przygotowywałam się do mojej pierwszej przeprowadzki musiałam przetrzepać całą masę rzeczy o wartości wyłącznie sentymentalnej. W szufladzie meblościanki trzymałam kolekcję piesków-figurek, które od wczesnego dzieciństwa były dla mnie substytutem prawdziwego psa. Po bliższej inspekcji okazało się, że pieski były fatalnie wykonane i zwyczajnie brzydkie, ale każdy miał imię i jakąś historię zrodzoną w wyobraźni dziecka. Wymyśliłam, że nie potrafię ich wyrzucić na raz, więc ustawię sobie cele tygodniowe. Żegnałam się więc z pieskami na raty, niektórym zrobiłam zdjęcia, kilka razy się popłakałam, ostatecznie do nowego mieszkania pojechał ze mną jeden. Na pamiątkę. Pamiętam z tego okresu, że miałam jakieś zupełnie surrealistyczne koszmary, w których dowiadywałam się na przykład że w bloku jest pożar, więc biegłam do mieszkania i ze wszystkich rzeczy, które mogłam ratować, ratowałam te pieski.

Zaliczyłam w ostatnim czasie jakiś kompletnie bezsensowny spadek nastroju, z którego nie potrafię się wybić.

Po raz pierwszy od bardzo dawna zdecydowałam się też na krok, który w skrócie można określić jako "psucie rynku". Po raz pierwszy w ogóle czyjaś sytuacja ruszyła mnie na tyle, żeby zdecydować się poprowadzić zajęcia za darmo. Nie ruszyły mnie kwestie finansowe (na tyle na ile się orientuję, sytuacja finansowa tej konkretnej osoby nie jest może fantastyczna, ale z całą pewnością jest lepsza niż gorsza), ale dawno nie widziałam kogoś tak przeraźliwie zmęczonego i emocjonalnie wydrenowanego. Wzięcie od tej osoby pieniędzy byłoby żerowaniem na cudzym nieszczęściu.

Nie chcę na nikim żerować.
 

 
W planowaniu trekkingu najgorsze jest niespokojne sprawdzanie pogody, czasem długoterminowej. Pod koniec miesiąca chciałam wyjść ze znajomymi w góry. Ponieważ zależy mi, żeby im się spodobało, sprawdzam wszystko - widoki, długość i stopień trudności szlaków, sumę przewyższeń, jakość i cenę noclegów, najwygodniejsze połączenia kolejowe, opinie o oferowanym wyżywieniu, słowem: wszystko, co może się przydać. Nie mogę tylko zagwarantować słońca, a byłabym naprawdę niepocieszona, gdybyśmy musieli dreptać w błocie i zimnym deszczu.
  • awatar muu.: Dats soł tró, to zawsze boli w serce, kiedy "lekkie zachmurzenie" z prognozy przeradza się w strugi deszczu. Ja to jeszcze nie mam tak źle, bo zwykle jeżdżę na jeden dzień i najwyżej rezygnuję tuż przed wyjazdem (co i tak boli, bo człowiek się już tak zdąży nastawić), ale jak się jedzie na kilka dni, rezerwuje noclegi itp., itd. to już się robi mocno nieciekawie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
117-118) Dwie dawno nienoszone koszulki. Trzeba było natychmiast ocieplić transporter do przewozu i musiałam ich (tych bluzek) naprawdę nie lubić, jeśli mając pół minuty na zastanowienie się sięgnęłam do szafy i bez wahania obcięłam guziki.

PS Nie masz pojęcia o co chodzi w tym wpisie? Minimalgame to moje wyzwanie na 2017 rok. Próbuję pozbyć się z domu 365 rzeczy, które stanowiłyby dla mnie problem logistyczny i obciążenie, gdybym postanowiła się przeprowadzić. Od 2014 zmieniłam miejsce zamieszkania cztery razy i za każdym razem pozbyłam się przy okazji sporej ilości balastu. Chyba jestem praktykującą minimalistką. Ponieważ moje mieszkanie nie wymaga masowych czystek, pozbywam się pojedynczych przedmiotów, które pojawiły się u mnie na chwilę, ale spełniły już swoją funkcję i mogą odejść, albo nie powinny się pojawić w moim życiu i przestrzeni w ogóle.
 

 
105-116) Dwanaście książek, których nie planuję czytać po raz kolejny. Zostały posegregowane i spakowane, na dniach spróbuję je odsprzedać do antykwariatu, a jeśli to się nie powiedzie to zostawię je na jakimś przypadkowym bookcrossingu.

PS Nie masz pojęcia o co chodzi w tym wpisie? Minimalgame to moje wyzwanie na 2017 rok. Próbuję pozbyć się z domu 365 rzeczy, które stanowiłyby dla mnie problem logistyczny i obciążenie, gdybym postanowiła się przeprowadzić. Od 2014 zmieniłam miejsce zamieszkania cztery razy i za każdym razem pozbyłam się przy okazji sporej ilości balastu. Chyba jestem praktykującą minimalistką. Ponieważ moje mieszkanie nie wymaga masowych czystek, pozbywam się pojedynczych przedmiotów, które pojawiły się u mnie na chwilę, ale spełniły już swoją funkcję i mogą odejść, albo nie powinny się pojawić w moim życiu i przestrzeni w ogóle.
 

 
104) Poza koncertami na DVD, zostawiłam sobie z sentymentu dwa filmy z mojej kolekcji płyt. Resztę filmów sprzedałam jakieś dwa lata temu, w ramach jednej z pierwszych czystek. Zostawienie sobie dwóch filmów na DVD przy braku odtwarzacza było posunięciem trochę bez sensu, ale jeden z nich to "Porozmawiaj z nią" Almodovara z chorwackimi napisami (przywieziony z Chorwacji, jak łatwo się domyśleć), a drugi to słoweńska "Slovenka" (przywieziony ze Słowenii). Trochę pamiątki, a trochę nie-wiem-co. Z Almodovarem się pożegnałam, ze "Slovenką" jeszcze nie, bo jestem sentymentalna.

105) Ostatnia (mam nadzieję) opaska do włosów. Ładna, założona dwa razy, bo kupiona na specjalną okazję do konkretnej sukienki, a później zrobiłam sobie w niej zdjęcia do dyplomów magistra. Nie ma już racji bytu i do niczego nie pasuje (jest wściekle różowa i ma kokardkę).

PS Nie masz pojęcia o co chodzi w tym wpisie? Minimalgame to moje wyzwanie na 2017 rok. Próbuję pozbyć się z domu 365 rzeczy, które stanowiłyby dla mnie problem logistyczny i obciążenie, gdybym postanowiła się przeprowadzić. Od 2014 zmieniłam miejsce zamieszkania cztery razy i za każdym razem pozbyłam się przy okazji sporej ilości balastu. Chyba jestem praktykującą minimalistką. Ponieważ moje mieszkanie nie wymaga masowych czystek, pozbywam się pojedynczych przedmiotów, które pojawiły się u mnie na chwilę, ale spełniły już swoją funkcję i mogą odejść, albo nie powinny się pojawić w moim życiu i przestrzeni w ogóle.
  • awatar blackberryswirl: @Szkotka: "wyciepła" <3 Dawno nie słyszałam tego słowa. Gdybym miała odtwarzacz dvd to podeszłabym do tego inaczej, ale nie chcę trzymać rzeczy, których nie używam.
  • awatar Szkotka: Kocham Almodovara.. ;) Ja bym Go nie wyciepła ;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
99-103) Pięć sztuk ubrań z kategorii "dodatki", czyli jakieś dawno nie noszone apaszki, czapeczki, szaliczki. Zostaną przerobione na hamaki dla moich gryzoni.
Minimalgame okazało się trudniejsze niż myślałam. Jeśli chodzi o ubrania, to większość z nich faktycznie noszę i nie mam potrzeby robienia szczególnie dużych czystek w szafie. Po lecie pewno wyeliminuję kilka szmatek, których z jakiegoś powodu nie założyłam w sezonie, ale na ten moment kondycję mojej garderoby oceniam pozytywnie. Punktami newralgicznymi są: brzydkie piżamy, znoszone akcesoria, kostiumy kąpielowe nadające się bardziej do opalania niż do pływania (a częściej pływam niż się opalam) czy torebki (ciągle dojrzewam do istotnych cięć w tej kategorii, bo mam dużo torebek, które są ładne i w doskonałym stanie, ale stało się tak dlatego, że są też nie do końca w moim stylu, co wyjaśnia czemu leżą ładnie poukładane zamiast wychodzić ze mną z domu).
Mamy połowę roku, a ja nie zrealizowałam nawet 1/3 oryginalnych założeń, więc trudno nazwać moje wyniki satysfakcjonującymi.

PS Nie masz pojęcia o co chodzi w tym wpisie? Minimalgame to moje wyzwanie na 2017 rok. Próbuję pozbyć się z domu 365 rzeczy, które stanowiłyby dla mnie problem logistyczny i obciążenie, gdybym postanowiła się przeprowadzić. Od 2014 zmieniłam miejsce zamieszkania cztery razy i za każdym razem pozbyłam się przy okazji sporej ilości balastu. Chyba jestem praktykującą minimalistką. Ponieważ moje mieszkanie nie wymaga masowych czystek, pozbywam się pojedynczych przedmiotów, które pojawiły się u mnie na chwilę, ale spełniły już swoją funkcję i mogą odejść, albo nie powinny się pojawić w moim życiu i przestrzeni w ogóle.
 

 
Dostałam grant na badania i bardzo się ucieszyłam, bo kwota wydawała mi się ogromna i niemalże nieosiągalna. W dwóch słowach - radość nieopisana, a później cały weekend planowania, żeby wykorzystać te środki mądrze i najlepiej jak potrafię.

Dwa tygodnie później byłam na spotkaniu z kolesiem, który dostał kilka milionów na swój projekt i poczułam, że, po pierwsze, brakuje mi perspektywy, a po drugie - w życiu trzeba jednak celować wysoko.
 

 
Taka sytuacja.

Pomóż komuś pozostającemu bez pracy dostać pracę.
Dowiedz się, że ten ktoś natychmiast przyniósł L4 i teraz jest przeszczęśliwy, że jednocześnie dostanie 500+ i macierzyński.

To jak zepsucie sobie kontaktów z osobą, która miała na tyle dużo oleju w głowie, żeby założyć własny biznes, żeby polepszyć (?) swoje relacje z kimś, komu po przemyśleniach wyszło, że lepiej mieć 500+ niż nie mieć. A to polepszenie to takie mocno dyskusyjne, skoro zainteresowana może wychodzić z założenia, że jej się to należy.
  • awatar blackberryswirl: @Mothylarnia: Nie. Tylko znam dziewczynę i znam kogoś, kto jej załatwił pracę. Przykra historia ogółem.
  • awatar Mothylarnia: Żenada. Z autopsji? :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Właścicielka ośrodka konferencyjnego w którym spędzam ten weekend jest jedną z piękniejszych kobiet jakie w życiu widziałam. Niesamowity styl, bardzo inspirujący.
 

 
98) Sandały. Podczas przesiadki na Centralnym rozkleiły mi się paski w butach, intensywnie noszonych przez ostatnie 4-5 lat. Przebieg przyzwoity, ale nie widzę potrzeby reanimowania rozklapciałego pacjenta.

PS Jeśli nie rozumiesz tego wpisu, sprawdź mój tag "minimalgame".
  • awatar Szkotka: @blackberryswirl: Odbieram Cię jako perfekcjonistkę? Błędnie? ;)
  • awatar blackberryswirl: @Szkotka: Ale wiesz - kazdy ma prawo do swojego wrazenia. W zadnym razie nie jest tak, ze ja sie z Toba w tej kwestii nie zgadzam czy cos, bo Twoja opinia jest Twoja i mnie nic do tego.
  • awatar blackberryswirl: @Szkotka: Normalny komentarz jako zarzut? Male blogowe wyzwanie jako wielki, idealny plan? I nigdy, ale to nigdy, nie napisalabym sobie autolaurki, ze jestem mega czy jakkolwiek inaczej inteligentna.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›